Wrota do Nigdzie

Sara, Damian i Lena wchodzą nocą do opuszczonego szpitala psychiatrycznego, gdzie w piwnicy trafiają na portal. Za szarą poświatą coś porusza się i zaczyna odpowiadać na ich obecność.

O północy zegar na wieży miejskiej uderzył tak wyraźnie, jakby bił tuż nad ich głowami. Sara, Damian i Lena stali przed żelazną bramą dawnego szpitala psychiatrycznego, nieruchomi w bladym świetle księżyca. Mury, popękane i obrosłe mchami, wyglądały jak zbyt długo trzymane w ciszy wspomnienie. Nikt rozsądny nie przyszedłby tu po zmroku. Właśnie dlatego przyszli.

Od tygodni krążyły o tym miejscu plotki. Jedni mówili o podziemnych korytarzach, inni o ludziach, którzy weszli do środka i nie wrócili już tacy sami. Najbardziej uparta legenda dotyczyła portalu ukrytego pod budynkiem, przejścia do czegoś, co nie powinno mieć nazwy. Damian udawał, że to tylko miejska głupota, ale jego palce drżały, kiedy odgarniał mokre włosy z czoła. Lena miała w oczach to znajome, niebezpieczne światło ciekawości. Sara milczała dłużej niż zwykle, jakby słuchała samego budynku.

Zardzewiała brama ustąpiła z przeciągłym jękiem. Wewnątrz przywitał ich chłód i zapach wilgoci, starego tynku oraz czegoś jeszcze, czego nie dało się nazwać. Snopki światła z telefonów cięły ciemność wąskimi, nerwowymi pasami. Korytarze ciągnęły się zbyt prosto, zbyt pusto, a każdy krok odbijał się echem od obdrapanych ścian. Na drugim piętrze znaleźli windę z zablokowanymi drzwiami. Na stalowej powierzchni ktoś wyrzeźbił spiralę tak głęboko, jakby robił to w pośpiechu albo w panice.

Lena dotknęła znaku i od razu cofnęła dłoń. „To nie jest zwykły symbol” - szepnęła. - „To wygląda jak wskazówka.”

Schodzili niżej, coraz głębiej, aż światło telefonów zaczęło przegrywać z mrokiem. Piwnica oddychała wilgocią, a w powietrzu wisiała cienka, szara mgła, która nie zachowywała się jak mgła. Sara potknęła się o coś twardego i zaklęła pod nosem. To była stara tablica, przechylona, jakby ktoś próbował ją wyrwać ze ściany i nie zdążył. Widniały na niej słowa: „Tu kończy się świat ludzi”.

Za tablicą była szczelina. Niewielka, ledwie widoczna, ale z jej wnętrza sączyło się pulsujące, martwe światło. Nie świeciło - oddychało. Damian pochylił się pierwszy, potem Sara, a Lena zastygła na chwilę z otwartymi ustami.

„Tam coś jest” - powiedziała cicho. - „I to coś właśnie nas widzi.”

W tej samej chwili ściany zadrżały. Z głębi szczeliny dobiegł szept, najpierw pojedynczy, potem mnożący się tak szybko, że zamienił się w jeden głuchy szum setek głosów. Damian cofnął się o krok, czując pod stopami lekki wstrząs. Chłód uderzył ich w twarze jak otwarte drzwi do zimy. A potem szara poświata rozbłysła tak nagle, że wszyscy troje przysłonili oczy - i przez ten ułamek sekundy zobaczyli, jak z mgły wyłania się coś, co nie powinno mieć ciała.