Klara i Maks znajdują w lesie drabinę sięgającą aż do chmur. Na górze czeka na nich Puchacz i tajemnicze drzwi ukryte w obłokach.
Pewnego ciepłego letniego ranka Klara zabrała młodszego brata Maksa na spacer do lasu. Między drzewami było jasno i spokojnie, a powietrze pachniało igłami sosnowymi, mchem i czymś słodkim, jakby cukrem pudrem. Maks niósł pod pachą swojego zielonego pluszowego żabola, a Klara co chwilę zerkała na ścieżkę, żeby nie zgubić żadnego z leśnych znaków.
Pod wielkim dębem, rosnącym na środku polany, Klara zatrzymała się tak nagle, że Maks prawie na nią wpadł. Oparta o pień stała długa, stara drewniana drabina. Sięgała wysoko, bardzo wysoko, aż ginęła w mlecznych obłokach, które przesuwały się nad koronami drzew.
– To tu jej wcześniej nie było – szepnęła Klara.
Maks otworzył usta ze zdziwienia. – Ona chyba prowadzi do nieba!
W tej samej chwili coś cicho zaszeleściło wysoko nad nimi. Drabina lekko zadrżała, jakby ktoś właśnie postawił na niej stopę.
Klara spojrzała w górę. Między liśćmi mignęła biała, puszysta chmurka z okrągłymi oczami.
– Słyszeliście to? – wyszeptał Maks, ściskając żabolka mocniej.
Z obłoku zsunęła się wesoła postać i zatrzepotała małymi rączkami.
– Cześć! Jestem Puchacz – przedstawiła się chmurka z ukłonem. – A wy właśnie trafiliście do Krainy Chmurkoludków. Tylko... nie wszyscy lubią, gdy ktoś zagląda tam bez zaproszenia.
Klara poczuła, że serce bije jej szybciej. Wokół nich zaczęły przepływać kolejne chmurki: jedna miała okularki, druga malutką czapeczkę, trzecia niosła parasolkę z kropelek rosy. Wszystkie spoglądały w tę samą stronę.
Przed dziećmi, ukryte w najgrubszym obłoku, zamigotały ogromne tęczowe drzwi.
Puchacz zniżył głos do szeptu.
– Po drugiej stronie coś się obudziło. I właśnie teraz naciska od środka...