Wyprawa do Królestwa Zębolandii

Emilka i Kuba trafiają do magicznego świata ukrytego w łazience. W Królestwie Zębolandii czeka ich nagła prośba o pomoc i tajemnicza mgła spod zniszczonego zęba.

Tego wtorku poranek zaczął się jak każdy inny. W łazience pachniało pastą miętową, za oknem było jeszcze szaro, a tata, który był dentystą, po raz kolejny przypomniał:
- Dokładnie, nie byle jak.

Kuba przewrócił oczami. Emilka już miała szczoteczkę w ręku, ale on tylko machnął nią kilka razy, jakby chciał odfajkować obowiązek i uciec do szkoły. Właśnie sięgał po plecak, kiedy Emilka zamarła przy szafce pod umywalką.
- Kuba, patrz!

Pod przewróconą tubką po paście coś błysnęło. Pusta, pomięta z zewnątrz, a jednak dziwnie ciepła, jakby w środku kryło się światło. Kuba schylił się niechętnie, lecz kiedy oboje dotknęli tubki naraz, łazienkę przecięła smuga kolorów. Umywalka zaszumiała, kafelki zawirowały, a podłoga nagle uciekła im spod stóp.

Emilka zdążyła tylko pisnąć. Kuba złapał ją za rękę, ale już po chwili oboje byli mali jak mrówki i pędzili w dół przez wirujący tunel, który pachniał miętą, mydłem i czymś jeszcze, bardzo obcym.

Wylądowali miękko na czymś białym i sprężystym. Gdy podnieśli głowy, zobaczyli rząd olbrzymich zębów błyszczących jak białe wieże. Nad nimi wisiała szczoteczka wielka jak autobus szkolny, a obok nich stał drobny stworek w fartuszku, z okrągłymi okularami i beretem przekrzywionym na bok. W dłoni trzymał nitkę dentystyczną grubą jak lina.
- Witajcie w Królestwie Zębolandii - powiedział szybko. - Jestem Doktor Mleczak. I bardzo was potrzebuję.

Nie zdążył wyjaśnić więcej, bo z głębi jednego z zębów dobiegł cichy, mokry szmer. Po chwili spod pęknięcia wypłynęła ciemna, lepka mgła, a w niej coś zaszeleściło i zabrzęczało, jakby całe stado maleńkich stworów budziło się do ataku.

Kuba ścisnął wielką szczoteczkę mocniej. Emilka zacisnęła palce na błyszczącej nici.
Mgła podniosła się wyżej, a z niej wyłoniły się pierwsze, drgające kształty...