Wyprawa do Szmaragdowego Lasu

Lenka i jej kot Baltazar odkrywają w pniu starego dębu tajemnicze drzwi i trafiają do lasu, w którym grzyby unoszą się nad ziemią, a motyl zadaje im zagadkę.

Pewnego wiosennego ranka Lenka obudziła się z bijącym mocno sercem. Coś w powietrzu pachniało przygodą. Za oknem śpiewały ptaki, a słońce kładło złote plamy na podłodze.

Na poduszce zwinięty w kłębek spał Baltazar, rudy kot z białą plamką na nosie. Gdy dziewczynka pogłaskała go po grzbiecie, kot otworzył jedno oko.

Po śniadaniu wymknęła się do lasu za domem. Baltazar maszerował tuż obok, jakby pilnował każdego jej kroku. Między drzewami było chłodno i cicho, tylko mech miękko uginał się pod butami. Lenka znała tę ścieżkę bardzo dobrze, a jednak po chwili przystanęła zdziwiona.

Pod starym dębem rosły grzyby, jakich jeszcze nigdy nie widziała. Migotały zielenią, błękitem i złotem, a ich kapelusze unosiły się lekko nad ziemią, jakby ktoś dmuchnął w nie od spodu. Jeden z nich podskoczył i zakręcił się w powietrzu.

W grubym pniu dębu Lenka zobaczyła maleńkie drzwi. Były okrągłe, ciemnozielone, wysadzane drobnymi kamykami, które iskrzyły się w słońcu. Z ich środka dobiegał cichy brzęk, jakby ktoś potrząsał garścią dzwoneczków.

Lenka pochyliła się bliżej. Klamka była chłodna i mała jak guzik. Drzwi lekko drgnęły.

Kot nastawił uszy. A wtedy drzwi otworzyły się same, powoli, z cichym skrzypnięciem. Za nimi nie było wnętrza drzewa, tylko wąska ścieżka usypana błyszczącymi liśćmi, która znikała w ciemniejszym świetle.

Lenka zrobiła krok do przodu.

Nagle z mroku wypłynął świecący motyl. Zatrzepotał skrzydłami tak blisko ich twarzy, że rozsypały się iskierki.

Lenka spojrzała na Baltazara, a kot spojrzał na nią.

Motyl uniósł się wyżej i zapytał: