Dwoje młodych wikingów rusza za starą mapą ku Lodowej Zatoce, gdzie pod lodem kryje się coś dziwnego i bardzo tajemniczego.
Daleko na północy stała mała wioska wikingów, otulona śniegiem i zimnym wiatrem. Zimą niebo długo świeciło tam zieloną zorzą, a po fiordzie niósł się skrzyp śniegu i trzask lodu. W tej wiosce mieszkali Olaf i Freja.
Olaf miał rude włosy, oczy pełne pomysłów i nogi, które nigdy nie chciały stać spokojnie. Freja za to chodziła po śniegu lekko jak lisek i potrafiła narysować smoka tak pięknie, że nawet najstarsi wikingowie przystawali, żeby popatrzeć.
Pewnego ranka Olaf wpadł do niej zdyszany, trzymając w rękach wielką, brązową mapę.
Mapa była stara i szeleszcząca. Miała na sobie góry, jeziora i ścieżki wijące się jak wąż. Na samym końcu połyskiwała niebieska plama z napisem: Lodowa Zatoka.
Freja pochyliła się nad pergaminem. Jej palec zatrzymał się przy dziwnym znaku narysowanym obok zatoki.
Olaf wzruszył ramionami, ale już się uśmiechał.
Nie trzeba było jej namawiać. Szybko spakowali ciepłe skóry, kawałek sera, suszone ryby, latarnię i pluszowego smoka Freji, bo bez niego żadna wyprawa nie była prawdziwa. Pożegnali się z mamami i pobiegli na brzeg fiordu, gdzie czekała ich mała drewniana łódka.
Woda była ciemna i cicha. Mgła przesuwała się nisko nad falami, jakby coś przed nimi ukrywała. Olaf chwycił wiosło, Freja usiadła obok z mapą na kolanach, a łódka ruszyła w stronę Lodowej Zatoki.
Im dalej płynęli, tym ciszej było dookoła. Nawet mewy zniknęły. Nagle przed nimi wyrósł z wody ogromny lodowy głaz. Błyszczał jak szkło, a w jego środku coś mignęło, jakby poruszył się cień.
Olaf wstrzymał oddech. Freja ścisnęła mapę tak mocno, że aż zaszeleściła.
I wtedy spod lodu dobiegł cichy, drżący dźwięk, jakby ktoś bardzo daleko śpiewał ich imiona...