Tom znajduje w starej lampie mapę prowadzącą na niezwykłą wyspę. Gdy dociera na miejsce, przedmioty zaczynają mówić, a pod stopami chłopca odzywa się sam piasek.
Pewnego dnia Tom, dziesięcioletni chłopiec, który zawsze musiał wszystko obejrzeć, dotknąć i sprawdzić sam, zajrzał do szafy pradziadka. Między starymi płaszczami i pudełkami znalazł kulistą lampę naftową. Była zakurzona, ciężka i zupełnie zwyczajna. A jednak kiedy Tom wziął ją do rąk, poczuł lekkie drżenie, jakby coś w środku niecierpliwie czekało.
Pokręcił lampą, potrząsnął nią ostrożnie i wtedy szkło rozjarzyło się ciepłym, złotym światłem. Z wnętrza uniósł się dym, najpierw cienki jak nitka, potem coraz gęstszy. Tom odskoczył, kaszląc, ale nie odrywał wzroku od wirujących smug. Dym skręcał, zawracał i nagle ułożył się w mapę. Na jej środku widniał ciemny skrawek lądu i wyraźny napis: Wyspa Gadających Przedmiotów.
Tom nie potrzebował dłuższego zaproszenia. Już następnego ranka odbił swoją żaglówką od brzegu i ruszył tam, gdzie wskazywała mapa. Morze próbowało go zatrzymać wysokimi falami i ostrym wiatrem, ale chłopiec tylko mocniej chwycił ster. Kiedy wreszcie zobaczył wyspę, aż wstrzymał oddech.
Na brzegu rosły drzewa obwieszone jabłkami, które szeptały coś do siebie cichymi, dźwięcznymi głosami. Kamyki pod ścieżką mruczały, gdy się po nich stąpało. Nawet ławka stojąca przy porcie westchnęła przeciągle: „W końcu ktoś przyszedł”. Tom rozejrzał się z bijącym sercem. Wszystko tutaj mówiło, ale żaden przedmiot nie chciał zdradzić, gdzie ukryto skarb.
Kiedy słońce zaczęło chylić się ku wodzie, Tom zszedł na plażę. Piasek był ciepły i miękki, aż nagle pod jego stopami zafalował jak żywy. Chłopiec zamarł. Z głębi plaży dobiegł go niski, chrapliwy głos: „Idź na północ”. Tom podniósł wzrok i ruszył przed siebie. Po kilku krokach ziemia pod nim znów szepnęła, tym razem znacznie ciszej: „Tylko nie oglądaj się za siebie, bo...”