Wiktoria w opuszczonym mieszkaniu znajduje ukryte drzwi, za którymi trafia do świata spełniającego każdą myśl. Szybko okazuje się jednak, że ktoś zna tu zasady lepiej od niej.
Wiktoria zatrzasnęła za sobą drzwi wynajmowanego mieszkania i przez chwilę stała nieruchomo w półmroku. Kamienica była stara, ciężka od cudzych historii, a gdy współlokatorzy wyjechali na święta, nagle zrobiło się w niej zbyt cicho, by dalej udawać, że zna już każdy kąt. Postanowiła zajrzeć tam, gdzie dotąd tylko odkładała wzrok: do pustego salonu, do zakurzonego przejścia obok biblioteczki, pod szafkę, pod którą nawet odkurzacz wolałby nie wjeżdżać.
To właśnie tam zobaczyła drzwi. Małe, prawie zatarte przez czas, wtulone w podłogę tak nisko, jakby nie powinny istnieć. Pochyliła się, przesunęła palcami po obłoku kurzu i poczuła pod opuszkiem chłód starego metalu. Klamka była mniejsza, niż się spodziewała, ale kiedy nacisnęła, ustąpiła bez oporu. Wiktoria wsunęła się do środka bokiem, niemal zginając w pół, i po chwili została otoczona ciemnością tak gęstą, że odruchowo wstrzymała oddech.
Zrobiła krok. Potem drugi. Zamiast zapachu wilgoci i tynku uderzyło ją ciepłe, suche powietrze, jakby ktoś otworzył okno gdzieś w środku lata. Kiedy podniosła głowę, ciemność pękła nagle jak cienka zasłona. Stała na ulicy miasta, które wyglądało, jakby ktoś wymyślił je w przypływie zuchwałej fantazji: fioletowe dachy, drzewa o srebrnych liściach, lame z okularami przeciwsłonecznymi przemykające między witrynami, niebo zmieniające kolor za każdym ruchem jej myśli.
Wiktoria pomyślała o kawie i w tej samej chwili przed nią pojawił się stolik w małej kawiarni, a nad nim srebrny ekspres, który unosił się w powietrzu jak przyzwyczajony do łamania zasad. Pomyślała o bibliotece i natychmiast wyrósł przed nią wysoki, ciepły gmach, pełen półek biegnących dalej, niż sięgał wzrok, z książkami, których okładki jarzyły się delikatnym światłem. Świat odpowiadał na każde drgnienie jej wyobraźni, zanim zdążyła je nazwać.
Tyle że nie była tu sama.
Po drugiej stronie ulicy stał chłopak w zielonym płaszczu. Nie patrzył na nią wprost, ale Wiktoria miała pewność, że obserwuje każdy jej ruch. Gdy tylko uniosła wzrok, odwrócił się i wszedł między drzewa, których przed chwilą jeszcze tam nie było. W tej samej sekundzie niebo pociemniało, a nad miastem przetoczył się niski grzmot. Piorun rozdarł chmury i rozświetlił tabliczkę zawieszoną przy wejściu do labiryntu: Tylko jedna myśl cię stąd uwolni. Ale jaka?
Wiktoria poczuła, jak powietrze gęstnieje wokół niej, jakby świat nasłuchiwał jej następnego pomysłu. Z lasu dobiegł cichy szelest, a z tyłu, tam gdzie była droga powrotna, coś lekko stuknęło o kamień.