Kurtyna czasu

Troje nastolatków wchodzi do opuszczonego teatru i odkrywa maszynę ukrytą za kotarą. Jedna przypadkowa dźwignia wystarczy, by świat wokół nich zaczął się cofać.

Opuszczony teatr na końcu ulicy od lat był miejscem, o którym mówiło się szeptem. Jedni twierdzili, że nocami słychać tam muzykę. Inni, że w oknach czasem migają światła, choć budynek od dawna powinien stać pusty. Ola, Igor i Lena weszli do środka późnym popołudniem, bardziej z przekory niż z odwagi, z tym dziwnym dreszczem, który pojawia się tylko wtedy, gdy człowiek robi coś wyraźnie głupiego, ale nie potrafi się jeszcze wycofać.

Wewnątrz pachniało wilgocią, kurzem i starym drewnem. Ich latarki wycinały z mroku urywki świata: popękane maski na ścianach, wyblakłe afisze, fotel, który rozpadł się pod dotykiem czyjejś ręki wiele lat temu. Podłoga jęczała przy każdym kroku, jakby teatr pamiętał wszystkich, którzy tu kiedyś siedzieli, i nie był zachwycony ich powrotem.

Lena zatrzymała się pod zardzewiałą lożą i przesunęła palcami po podniszczonej aksamitnej kotarze. "Wyobrażacie sobie, ile rzeczy mogło się tu wydarzyć?" — szepnęła. Igor tylko się uśmiechnął. Zawsze miał słabość do zamkniętych drzwi, zakurzonych korytarzy i wszystkiego, co wyglądało, jakby ktoś specjalnie chciał to ukryć. To on pierwszy zauważył wąskie przejście zasłonięte ciężkim, złotym materiałem, którego połysk nie pasował do reszty ruin.

Za kotarą była mała komnata, niemal pusta, poza dziwną maszyną stojącą pośrodku. Mosiądz, stal, szkło, mnóstwo zegarowych tarcz i cienkich dźwigni. Na pierwszy rzut oka wyglądała jak rekwizyt z wystawy o szalonym wynalazcy. Dopiero gdy Ola podeszła bliżej, zobaczyła ręcznie wyryty napis na metalowej tabliczce: "Kurtyna czasu". Pod spodem tkwiła pożółkła kartka, a na niej kilka krótkich, pospiesznie zapisanych linijek.

"To jest fake," rzuciła Ola, ale jej głos zabrzmiał zbyt niepewnie, żeby kogokolwiek przekonać. Igor już stał przy panelu. Jedna z dźwigni poruszyła się pod jego palcami z zaskakującą łatwością. Maszyna odpowiedziała niskim, drgającym pomrukiem. Wskazówki zegarów zadrżały, po czym zaczęły biec wstecz.

Najpierw zgasła latarka Leny. Potem znikł zapach wilgoci, a w jego miejscu pojawiła się woń perfum i wosku. Z ciemności dobiegł cichy szmer rozmów, jakby ściany nagle przestały należeć do opuszczonego budynku. Podłoga pod ich stopami przestała skrzypieć, zamiast tego odezwały się przytłumione oklaski, a z oddali popłynęły dźwięki fortepianu. Ola odwróciła się gwałtownie.

Przez uchylone drzwi nie było już pustego korytarza. Widać było światło żyrandoli, eleganckie kapelusze, suknie i garnitury, ruch ludzi mówiących językiem, który brzmiał znajomo, a jednak nie pasował do niczego, co znali. Lena cofnęła się o krok, blada jak papier. "Igor..." — wyszeptała. "To nie jest dekoracja."

W tym samym momencie drzwi komnaty otworzyły się z hukiem. W progu stanął mężczyzna w ciemnym płaszczu, z twarzą tak napiętą, jakby widział coś, czego nie powinno tu być. Jego wzrok przesunął się po trójce przyjaciół, zatrzymał na migających zegarach i zamarł. "Skąd wy macie dostęp do tej maszyny?" — zapytał cicho.

I wtedy na jednym z tarczowych zegarów wskazówka przeskoczyła na datę, której żadne z nich nie znało.