Nocny cyrk Nocturna rozstawia się w miasteczku, a troje przyjaciół wpada w wir pokazów, lustrzanych złudzeń i znaków, których nie da się łatwo wyjaśnić.
Gęsta mgła osiadła nisko nad rynkiem, kiedy pierwszy cyrkowy wóz wtoczył się na główny plac. Była ciepła, letnia noc, a jednak w powietrzu wisiało coś chłodnego i napiętego, jakby całe miasteczko wstrzymało oddech. Nocturna przyjeżdżała tylko raz do roku i zawsze zostawiała po sobie więcej pytań niż wspomnień. Tego wieczoru w stronę namiotu ruszyli razem Lena, która nie rozstawała się z aparatem, Marek, zbyt ciekawy każdego sekretu ukrytego za kulisami, i Julia, wierząca tylko w to, co da się wytłumaczyć bez odwoływania się do cudów.
Przy wejściu czekał ogromny namiot, rozpięty nad placem jak kawałek obcej nocy. Purpurowe i czarne pasy falowały w świetle lamp, a w środku mieszały się zapachy karmelizowanych orzeszków, trocin i czegoś ostrego, metalicznego, co Lena wyczuła dopiero po chwili i nie umiała nazwać. Fotografowała niemal wszystko: klaunów z nienaturalnie szerokimi uśmiechami, akrobatów przeciągających się w cieniu, bileterkę o twarzy tak nieruchomej, jakby była z porcelany. Najdłużej zatrzymała obiektyw na dziewczynie stojącej przy namiocie luster. Miała ciemnoróżowe włosy, bladą skórę i wzrok wbity w coś poza zasięgiem ludzi.
Wewnątrz przedstawienie było piękniejsze, niż powinno być. Linoskoczkowie tańczyli pod samą kopułą, ogniomistrz wyrzucał z dłoni błękitne języki płomienia, a iluzjonista znikał tak płynnie, że trudno było uchwycić moment, w którym naprawdę przestawał istnieć. Kiedy śpiewaczka uniosła się nad areną i jej głos przeszył ciszę jak cienkie szkło, publiczność zamarła. Lena poczuła, że przez kilka minut nikt w tym namiocie nie oddychał zwyczajnie.
Dopiero przerwa przyniosła pęknięcie. W lustrzanym labiryncie, do którego weszli zbyt głęboko, Lena zobaczyła odbicia, których nie powinno być. W jednym z luster ktoś stał tuż za nimi, nieruchomy, wyraźny, a jednak po odwróceniu się za plecami nie było niczego poza smugą światła i pustym korytarzem. Marek, przyłapany na zaglądaniu za ciężką zasłonę kulis, usłyszał ostrzegawczy szept magika, tak zimny, że aż cofnął się o krok. Julia jeszcze próbowała wszystko zbyć żartem, ale nawet ona ucichła, kiedy poczuła na karku czyjś wzrok, uporczywy i bliski.
Gdy rozległ się dźwięk zapowiadający finał, przyjaciele spojrzeli po sobie bez słowa. Lena sprawdziła zdjęcia, przewijając je drżącym palcem, aż zatrzymała się na jednym z ostatnich ujęć. Za ich plecami, wyraźnie i bez cienia wątpliwości, stała postać w masce. Nie pamiętali, by ktokolwiek tam był.
Światła przygasły.
Z głębi namiotu dobiegł odgłos, którego żadne z nich nie potrafiło nazwać, a potem coś ciężkiego przesunęło się po podłodze, bardzo powoli, prosto w ich stronę.