Ulubiony miś chłopca nagle odzywa się nocą i ostrzega go przed czymś ukrytym pod łóżkiem.
To miał być zwyczajny wieczór. Piżama, szczoteczka, ciepła kołdra i cisza w pokoju, którą przerywało tylko tykanie zegara nad biurkiem.
Na poduszce siedział Brutus. Trochę wytarty, z dziurką przy łapce i jednym uchem bardziej spuszczonym niż drugie, ale dla mnie wciąż był najważniejszy. Sięgnąłem po niego, żeby jak zawsze przycisnąć go do siebie przed snem.
Wtedy miś poruszył głową.
— Wreszcie — powiedział chrapliwym głosem. — Myślałem, że ten moment nigdy nie nadejdzie.
Zamarłem. Palce same wypuściły pluszowe futerko.
Brutus przekrzywił pyszczek, jakby to wszystko było zupełnie normalne.
— Nie patrz tak na mnie. Nie mam czasu na twoje miny. Musisz słuchać uważnie.
Odsunąłem się na drugi koniec łóżka.
— Ty... mówisz?
— Oczywiście, że mówię. I jestem z tego powodu bardzo niezadowolony. — Miś wskazał łapką podłogę. — Jest problem. Poważny problem. I zaczyna się tam, pod twoim łóżkiem.
W gardle zrobiło mi się sucho. Spojrzałem w ciemność pod łóżkiem, ale zobaczyłem tylko cień, porozrzucane gry i zakurzoną piłkę.
Brutus pochylił się bliżej.
— Jeśli usłyszysz jeszcze jeden dźwięk, nie krzycz. Po prostu nie ruszaj się ani o centymetr.
Z podłogi dobiegło ciche, metaliczne stuknięcie.