Piotruś trafia do Ząbkowej Krainy i poznaje wesołe Zęboludki. Gdy z daleka dobiega ich tajemniczy pomruk, zaczyna się przygoda, która prowadzi prosto ku Jaskini Próchniaczka.
Pewnego wieczoru Piotruś stał przed lustrem i starannie mył ząbki. Nagle jego szczoteczka błysnęła tęczowym światłem. Chłopiec mrugnął, a świat wokół zakręcił się jak karuzela.
Kiedy znów otworzył oczy, nie było już łazienki. Stał pośrodku miękkiej, miętowej trawy. Nad nim wznosiły się wielkie białe domki, każdy w kształcie lśniącego zęba.
Piotruś rozejrzał się z zachwytem. Po łące biegały Zęboludki - jedne turlały szczoteczki, inne podskakiwały z srebrnymi nićmi w dłoniach. Wszystkie chichotały tak głośno, że aż trawy drżały od śmiechu.
Nagle Mleczuszek przestał się uśmiechać. Przesunął się bliżej Piotrusia i szepnął:
Zęboludki momentalnie ucichły. Jedno po drugim odłożyły szczoteczki, jakby właśnie usłyszały bardzo ważną tajemnicę.
Piotruś skinął głową, a jego serce zabiło szybciej. Ruszyli miętową ścieżką, szczotkując ząbki w marszu. Trawa pachniała świeżo, ale im bliżej byli jaskini, tym cień robił się większy.
I wtedy, tuż za wielkim białym kamieniem, rozległ się głęboki pomruk. Coś poruszyło się w mroku, a Zęboludki spojrzały na Piotrusia szeroko otwartymi oczami...