Tajemnicze ślady pod starym dębem

Basia i Kuba znajdują w parku świecące ślady pod starym dębem. Gdy ruszają ich tropem, słyszą cichy śmiech i widzą srebrzysty znak na korze.

Był ciepły, wiosenny poranek, a park pachniał mokrą trawą i młodymi liśćmi. Basia i Kuba biegali między ławkami, aż nagle Basia stanęła jak wryta.

Pod wielkim starym dębem coś migotało w cieniu korzeni. Na ziemi widać było małe ślady, jasne i żółte, jakby ktoś rozsypał brokat. Mrugały w słońcu i znikały, gdy tylko poruszył się wiatr.

– Kuba… patrz – szepnęła Basia.

Kuba podszedł bliżej, schylony i bardzo poważny.

– To nie są zwykłe ślady – powiedział. – One świecą.

Basia dotknęła jednego palcem. Był chłodny, a jednocześnie lekko łaskotał, jakby pod skórą mrugała iskierka. Dziewczynka cofnęła rękę.

Ślady skręcały wokół grubych korzeni dębu, potem wiły się pod krzakami. Wyglądały, jakby ktoś specjalnie zostawił je po drodze. Basia spojrzała na Kubę, a Kuba na Basię. Oboje bez słowa ruszyli za nimi.

Szli bardzo wolno, bo każdy krok zdawał się być ważny. Liście szeleściły nad ich głowami, gałęzie kołysały się cicho, a ślady prowadziły coraz głębiej w cień pod drzewem.

Nagle zza pnia dobiegł ich cichy chichot.

Basia chwyciła Kubę za rękę.

– Słyszałeś?

Kuba skinął głową. W tej samej chwili wiatr poruszył koroną dębu, a na chropowatej korze zamigotał srebrzysty znak, którego przed chwilą tam nie było.

Basia i Kuba zamarli. Ktoś albo coś było tuż za starym pniem.