Pewnego ranka Zosia znajduje w szafie czerwony kapturek, a kiedy go zakłada, w jej domu zaczynają dziać się dziwne i zaczarowane rzeczy.
W małym żółtym domu z niebieskimi okiennicami mieszkała siedmioletnia Zosia. Najchętniej biegała z tatą do parku, głaskała kota Puszka i budowała wieże z kolorowych klocków. Ale najbardziej lubiła zaglądać do swojej szafy, bo tam zawsze mogło czekać coś niespodziewanego.
Tego ranka szukała bluzki w kropki. Przesuwała ręką po półkach, aż nagle trafiła na coś miękkiego i lekkiego. Wyjęła czerwony kapturek. Nigdy wcześniej go nie widziała. Pachniał malinami, a jego materiał migał jak posypany cukrem.
– Mamo, skąd się to wzięło? – zawołała.
Mama zajrzała do pokoju i uśmiechnęła się zdziwiona.
– Nie wiem, kochanie. Może zostawiła go jakaś bardzo tajemnicza gościni.
Zosia przycisnęła kapturek do policzka, a potem ostrożnie włożyła go na głowę. W tej samej chwili usłyszała ciche szelesty, jakby coś szeptało tuż obok jej ucha. Puszka zjeżył wąsy, wskoczył na parapet i powiedział wyraźnie:
– Zosiu, nie ruszaj się. Spójrz pod stół.
Dziewczynka aż otworzyła usta ze zdziwienia. Pod stołem leżał cień, którego przed chwilą tam nie było. A zza firanki dobiegł cichy, chichoczący śmiech.
Zosia zrobiła krok do przodu. Kapturek na jej głowie drgnął lekko, jakby sam chciał coś pokazać. Co ukrywało się w pokoju?