Lusia odkrywa, że jej piórnik i szkolne przybory naprawdę mówią. Gdy ruszają razem na szkolny korytarz, trafiają pod zamknięte drzwi starej klasy.
Był ciepły, słoneczny poranek. Lusia pakowała zeszyty do plecaka i szukała swojego starego, kolorowego piórnika, tego samego, który dostała od babci. Gdy w końcu go znalazła, aż zmarszczyła nos. Coś było nie tak. Piórnik lekko pulsował, jakby w środku migotała maleńka lampka.
Lusia odsunęła suwak. Z wnętrza wyskoczył czerwony ołówek i przeciągnął się tak szeroko, jak tylko mógł. „Uf, wreszcie!” sapnął. „Strasznie ciasno!” zapiszczała zielona gumka, podskakując na dnie. „A ja już nie mogę się doczekać rysowania tęczy!” zaśmiały się kredki, stukając jedna o drugą.
Lusia stała z otwartymi ustami. Chciała zapytać, czy jej się to nie śni, ale wtedy granatowy długopis wysunął się na brzeg piórnika i szepnął: „Jeśli chcesz, chodź z nami. W szkole dzieje się coś dziwnego. Tylko cicho. Bardzo cicho”.
Lusia przytuliła piórnik do piersi i wyszła na korytarz. Jej przybory szeptały jej do ucha, a każdy krok niósł ją bliżej starej klasy na końcu piętra. Nagle z za zamkniętych drzwi dobiegł cichy stuk, jakby ktoś albo coś poruszyło się w środku. Piórnik drgnął w dłoniach Lusi i wyszeptał: „Słyszysz to?”