Zagadka ostatniego piętra

Nocna wyprawa trojga przyjaciół do zamkniętej części szkoły prowadzi ich do śladów, których nie powinno tam być, i do drzwi, za którymi coś się porusza.

Po dziewiątej wieczorem boisko stało już puste i ciemne, a szkoła za nim wyglądała jak wielki, przyczajony cień. Igor, Lena i Maks spotkali się przy płocie od strony starego parkingu. Nikt nie miał ochoty przychodzić tu o tej porze, więc właśnie dlatego przyszli.

Od kilku dni krążyły plotki o dziwnych odgłosach z ostatniego piętra głównego budynku. Czasem ktoś przysięgał, że widział tam błysk światła. Czasem alarm włączał się sam, bez powodu, i wył tak długo, że nawet dyżurny woźny zaczynał wyglądać na zdezorientowanego. Nauczyciele wzruszali ramionami, mówiąc coś o starych instalacjach i przeciągach. Lena nie uwierzyła im ani przez sekundę. Znalazła na forum zdjęcie rozmazanej sylwetki w jednym z okien, zrobione dokładnie tej samej nocy, kiedy alarm ryczał przez prawie godzinę.

Igor schował telefon głębiej w kieszeni kurtki. Miał najlepszą baterię, więc przejął rolę latarki i cichego dowódcy, choć sam czuł, że serce bije mu szybciej niż zwykle. Maks próbował rozładować napięcie półszeptem, ale jego żarty brzmiały bardziej jak próba przekonania samego siebie.

Przez uchylone drzwi weszli do środka. Wewnątrz pachniało kurzem, mokrym tynkiem i czymś jeszcze, ostrym, metalicznym. Każdy krok odbijał się echem od popękanych kafli. Schody na górę skrzypiały tak głośno, jakby miały ich wydać całej szkole.

Na drugim piętrze zatrzymali się przy zablokowanych drzwiach do gabinetu fizyki. Igor uniósł latarkę i zmrużył oczy. Na futrynie, tuż obok zamka, ktoś wyrył nożem znak podobny do gwiazdy, ale zbyt poszarpanej, żeby wyglądała przypadkiem.

Lena wyjęła notes i szybko go naszkicowała. Maks nachylił się nad jej ramieniem.

Nikt mu nie odpowiedział. W korytarzu panowała cisza tak gęsta, że aż drażniła w uszach. Przez moment Igor miał wrażenie, że nie są sami. Jakby coś stało na końcu piętra, schowane w ciemności, i tylko czekało, aż spojrzą w tamtą stronę.

Ruszyli wyżej.

Na ostatnim piętrze powietrze było ciężkie i nieruchome. Kurz osiadał na parapetach, ławkach i porzuconych kartonach, jakby nikt nie zaglądał tu od lat. Światło latarek rozcinało półmrok na wąskie pasy, które natychmiast ginęły w ciemności.

Wtedy Lena złapała Igora za rękaw.

Pod ścianą, częściowo zasłonięte stertą kartonów, stały stare metalowe drzwi. Nie pasowały do reszty korytarza. Były wciśnięte między odpadający tynk a rząd zakurzonych szafek, jakby ktoś chciał je ukryć przed każdym, kto mógłby przejść tędy przypadkiem. Przy klamce migotało maleńkie czerwone światełko.

Maks cofnął się o krok.

Igor zrobił jeszcze pół kroku do przodu, ale nie zdążył nic powiedzieć. Po drugiej stronie drzwi coś delikatnie poruszyło klamką. Raz. Potem drugi. Światełko zamigotało mocniej, a Lena wstrzymała oddech.