Kacper i Zosia znajdują pod starym dębem dziwne ślady. Gdy w trawie miga światło, a zza pnia wystaje kolorowy ogonek, park nagle staje się pełen tajemnicy.
Kacper i jego młodsza siostra Zosia uwielbiali park za domem, zwłaszcza wtedy, gdy wiatr poruszał liśćmi tak mocno, że drzewo szumiało jak wielka, zielona fala. Tamtego popołudnia stanęli nagle jak wryci. Pod starym, rozłożystym dębem ktoś zostawił dziwne, okrągłe ślady.
– Widzisz to? – szepnęła Zosia i mocniej ścisnęła rękę Kacpra.
Chłopiec przykucnął przy ziemi. Odciski były małe i równe, jakby zrobiły je drobne buciki albo łapki, które ledwie dotykały trawy.
– To nie wyglądają na ślady psa – powiedział cicho. – Ani kota.
W tej samej chwili w gałęziach dębu coś trzasnęło. Z trawy obok błysnęło maleńkie światełko, jak mrugnięcie gwiazdki, która spadła za nisko. Kacper i Zosia odruchowo zrobili krok bliżej pnia. I wtedy zobaczyli, że zza grubego boku drzewa wystaje coś jeszcze. Kolorowy, puszysty ogonek poruszył się szybko i zniknął.
Ktoś tam był. Tylko kto?