Tajemnica pod ruinami zamku

Kuba, Lena i Maks znajdują ukryte przejście pod ruinami zamku. Wchodzą do środka, nie wiedząc, że pod ziemią czeka na nich coś, co powinno pozostać zamknięte.

Kuba, Lena i Maks od zawsze wracali latem do tego samego miasteczka nad rzeką, a ruiny zamku na wzgórzu były dla nich czymś więcej niż tylko stosem starych kamieni. To tam uciekali, kiedy nudzili się plażą, tam wymyślali własne wyprawy i tam udawali, że świat kończy się za murami porośniętymi bluszczem.

Tego lipcowego popołudnia burza przyszła znienacka. Wiatr szarpał mokre gałęzie, a pierwsze krople deszczu wybijały na kamieniach szybki, nerwowy rytm. Lena, która zawsze patrzyła uważniej od pozostałych, zatrzymała się nagle przy rozsuniętym głazie.

— Zobaczcie to — powiedziała cicho.

Za kamieniem ziała czarna szczelina, zbyt równa, by mogła być zwykłym pęknięciem w murze. Niski otwór prowadził pod ziemię, a w błocie przed wejściem ktoś odcisnął świeże ślady butów. Maks przełknął ślinę i pochylił się bliżej.

— Ktoś był tu przed nami — mruknął.

— Albo dopiero co wrócił — dodał Kuba, próbując się uśmiechnąć, ale zabrzmiało to słabiej, niż planował.

Ciekawość zwyciężyła szybciej, niż zdążyli się zastanowić. Maks włączył latarkę w telefonie, Lena uniosła swoją, a Kuba pierwszy wsunął się do tunelu. Kamienne ściany zamknęły się wokół nich od razu, wilgotne i lodowate. Powietrze pachniało ziemią, rdzą i czymś jeszcze, czymś starym, zapomnianym.

Szli coraz wolniej. Każdy krok odbijał się głuchym echem, jakby ktoś szedł tuż za nimi, ale nie chciał się pokazać. W pewnym momencie Lena zatrzymała się tak gwałtownie, że Maks prawie na nią wpadł.

— Słyszycie? — szepnęła.

Najpierw była tylko cisza. Potem z głębi korytarza dobiegł ich cichy szelest, a zaraz po nim urwany szept, zbyt niewyraźny, by rozpoznać słowa. Kuba uniósł latarkę wyżej i wtedy światło padło na ogromne żelazne drzwi wtopione w skałę. Na ich powierzchni widniał znak wyryty tak głęboko, jakby ktoś chciał, żeby nikt nigdy go nie usunął.

Przy samym progu leżał stary notatnik, poplamiony błotem i wilgocią. Kuba podniósł go ostrożnie, otworzył na pierwszej stronie i przeczytał zapisane w pośpiechu zdanie:

"Nie wolno budzić tego, co śpi po drugiej stronie."

W tej samej chwili coś zgrzytnęło po drugiej stronie drzwi.

Żelazne skrzydło drgnęło i zaczęło się powoli uchylać.