Maja i Tymek trafiają na opuszczoną stację krążącą nad Neptunem. Gdy zaczyna działać sama z siebie, ich zwykłe badanie zamienia się w wyścig z czasem.
Maja poprawiła srebrny kombinezon i przycisnęła dłonie do chłodnej szyby. Pod nimi wirowały granatowe chmury Neptuna, jakby cała planeta oddychała we śnie.
Obok niej Tymek obracał w palcach ich własny tłumacz języków obcych. Złożyli go z rozebranego tabletu taty i kilku części wygrzebanych ze szkolnego złomowiska. Urządzenie było trochę krzywe, trochę zbyt głośne, ale działało. Przynajmniej zwykle.
Stali w samym sercu Stacji Kwarcowej. Dawno opuszczonej, ogromnej i cichej tak bardzo, że nawet szept odbijał się od ścian, jakby wracał z niechęcią. Korytarze ciągnęły się w mrok, a lampy na suficie mrugały słabo, jedno po drugim, jak senne oczy.
To miał być prosty rekonesans. Sprawdzić, kto zostawił stację na orbicie i dlaczego wciąż wysyłała dziwne sygnały.
„Słyszałaś to?” Tymek nagle przystanął.
Przed nimi ciężkie drzwi do laboratorium rozsunęły się same, z cichym sykiem.
Maja zesztywniała. Nikt ich nie dotknął. Nikt nie wpisał kodu. A jednak przejście otworzyło się jak zaproszenie.
Weszli ostrożnie do środka. Na ścianach migały zielone i niebieskie pasma światła, układające się w powtarzający wzór, którego Maja nie umiała odczytać. W centrum sali stał stary panel sterowania, a nad nim zawisła smuga hologramu. Przez sekundę przypominała kryształ. Po chwili zmieniła kształt i zaczęła wirować szybciej.
Z głośników dobiegł głos. Nie ludzki. Głęboki, metaliczny, poszarpany jakby przez lata ciszy.
Tymek błyskawicznie przyłożył swój tłumacz do pulsującej konsoli.
W tej samej chwili wszystkie drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Lampy zamigotały czerwienią. Po całej stacji przeszedł niski alarm, a na hologramie pojawiły się słowa:
Misja rozpoczęta.
Czas: 15 minut.
Maja chwyciła brata za rękaw.
„Jaka misja?” wyszeptała. „Kto to uruchomił?”
Zanim Tymek zdążył odpowiedzieć, z podłogi wysunął się panel z trzema przyciskami. Nad nim rozbłysnął nieznany kod, a tłumacz w dłoni chłopca zapiszczał ostrzegawczo tak głośno, że aż zabolały ich uszy.
I wtedy cały ekran Stacji Kwarcowej zajaśniał jednym zdaniem: Nie otwieraj ostatnich drzwi.