Zagadka stacji orbitalnej Gaja

Troje przyjaciół odkrywa na ogromnej stacji kosmicznej znak, który prowadzi ich do tajemnicy groźniejszej, niż się spodziewali.

Zosia poprawiła gruby kombinezon i przycisnęła dłonie do chłodnej szyby panoramicznego okna stacji orbitalnej Gaja. Pod nimi Ziemia unosiła się jak ogromna, błękitno-zielona kula, owinięta cienkimi smugami chmur. Sama stacja była jeszcze bardziej niesamowita niż widok za oknem: długie korytarze, zamknięte śluzy, mrugające panele i zakamarki, do których nikt z uczniów nie zdążył jeszcze zajrzeć.

Zosia, jej młodszy brat Mikołaj i ich przyjaciel Amir spędzali tu lato w programie Kosmiczni Odkrywcy. Uczyli się sterować droidami, doglądać roślin w nieważkości i odczytywać drobne uszkodzenia na poszyciu stacji. Każdy dzień przynosił coś nowego, a mimo to Zosię coraz częściej nachodziło wrażenie, że Gaja coś ukrywa.

Najpierw były to ciche szmery dochodzące nocą zza ścian. Potem drzwi w sekcji technicznej zaczęły same się otwierać i zamykać, jakby ktoś przechodził tam bez przerwy. A dziś rano Mikołaj znalazł na ścianie kabiny znak, jakiego nikt z nich wcześniej nie widział: coś między gwiezdnym układem a cyframi wypalonymi w metalu. Wyglądał tak, jakby nie został namalowany, tylko wyryty z pośpiechem i ukryty przed ciekawskimi oczami.

Amir pochylił się nad zdjęciem zrobionym przez Zosię i zmrużył oczy.

Tego samego wieczoru troje przyjaciół wymknęło się z sypialni, zanim monitoring przeszedł w tryb nocny. Drzwi do sekcji technicznej stały otworem. W środku panował półmrok, a powietrze drżało od ledwie wyczuwalnych wibracji. Zosia poczuła, jak po plecach przebiega jej chłód.

W samym środku małego pomieszczenia unosiła się świecąca kula. Wokół niej wirowały cyfry, linie i błyski, jakby ktoś zamknął w środku rozbity ekran. Kula pulsowała cicho, równo, niemal jak serce.

Nagle rozbłysła tak mocno, że dzieci odruchowo zasłoniły oczy. Z wnętrza światła popłynął elektroniczny szept:

Zosia cofnęła się o krok, Mikołaj złapał ją za rękaw, a Amir bezgłośnie wskazał na kulę, która właśnie zaczęła obracać się coraz szybciej. Na jej powierzchni pojawił się ten sam symbol, który rano znaleźli na ścianie.

I wtedy stacja Gaja zadrżała.