Trójka leśnych przyjaciół odnajduje na pniu starego dębu tajemnicze znaki i rusza tropem zagadki, która prowadzi ich coraz głębiej w mglisty las.
W samym środku Zielonego Lasu rósł Stary Dąb. Był tak potężny, że jego konary znikały wysoko w liściach, a pień przypominał kamienną wieżę obrośniętą mchem. Każde zwierzę znało to drzewo, ale nikt nie śmiał zaglądać do jego korzeni po zmroku.
Tego ranka pod dębem spotkały się trzy przyjaciółki: Kika, zwinna i wiecznie ciekawa wiewiórka, Hela, sowa o bystrych oczach, oraz Fredzia, myszka, która potrafiła potknąć się o własny cień, ale nie przegapiła żadnej zagadki. Przyszły tam tylko na chwilę, żeby posłuchać szumu liści. Zamiast tego usłyszały ciche: tyk-tyk-klik.
Kika pierwsza podskoczyła do pnia. Na korze zobaczyła świeże nacięcia, zbyt równe, by zrobił je wiatr albo pazur. Obok błyszczały znaki podobne do gwiazdek, strzałek i małych kropek. Hela przesunęła po nich dziobem i zmrużyła oczy. „To nie przypadek” — szepnęła. „Ktoś coś tu ukrył”.
Fredzia natychmiast wyciągnęła swoją lupę. Soczewka lekko drżała w jej łapkach, kiedy pochylała się coraz niżej. Pod zaschniętym liściem znalazła jeszcze jeden znak, ledwie widoczny, ale wyraźnie wyryty niedawno. „Patrzcie” — pisnęła. „To prowadzi dalej. Jak ścieżka, tylko że dla kogoś, kto umie czytać takie ślady”.
Przyjaciółki ruszyły tropem znaków, ostrożnie omijając korzenie i paprocie. Ślady wiły się między drzewami, coraz głębiej, w stronę starej polany, na którą od dawna nikt nie zaglądał. Powietrze stawało się chłodniejsze, a las wokół nich cichł z każdą chwilą. Nawet Kika przestała żartować.
Gdy dotarły na skraj polany, Fredzia zobaczyła coś błyszczącego między korzeniami wielkiego jałowca. Kika zrobiła krok naprzód, ale wtedy z lasu wypłynęła gęsta, mleczna mgła. Zasłoniła drzewa, krzewy i ścieżkę, jakby ktoś nagle zarzucił na polanę ogromną zasłonę.
Kika zastygła. Fredzia mocniej ścisnęła łapkę Heli.
I wtedy tuż za nimi rozległ się szelest, a zaraz po nim cichy głos: „Co wy tu robicie?”