Lena i jej przyjaciele trafiają na świeże ślady przy opuszczonym forcie. Wchodzą do środka, a znaleziony klucz i mapa szybko zamieniają ciekawość w niepokój.
Wieczór był jeszcze ciepły, ale nad lasem już zbierał się cień. Rozgrzana trawa pachniała latem, a powietrze stało nieruchomo, jakby samo wstrzymywało oddech. Lena oparła się o siodełko roweru i spojrzała na Olka, Maję oraz Dawida. Nikt nie żartował. Nawet Dawid, zwykle pierwszy do pchania wszystkich w kłopoty, milczał.
Za ich plecami, między gęstymi drzewami, czerniał stary fort. Od lat stał pusty na skraju lasu, z odpadającym tynkiem, zardzewiałą bramą i oknami, które wyglądały jak ślepe oczy.
– Naprawdę mamy tam wejść? – Olek ścisnął latarkę tak mocno, że aż pobielały mu knykcie.
– Jeśli to były tylko światła, to ktoś musiał tam być – powiedziała Maja ciszej, niż pewnie planowała. – Wczoraj widziałam je przy głównym wejściu. Dwie krótkie błyski. A potem zgasły.
– Albo ktoś sprawdzał, czy się boimy – mruknął Dawid, odgarniając gałąź zasłaniającą wąską ścieżkę. – Najwyżej trafimy na kota. Albo nietoperza. Albo coś, co woli, żebyśmy o nim nie wiedzieli.
Lena otworzyła notes i przez chwilę patrzyła na pustą stronę. Potem zapisała tylko dwa słowa: świeże ślady. Bo właśnie one najbardziej nie pasowały do tego miejsca. W ziemi przed bramą odcisnęły się wyraźne buty. Nie stare, nie zarosłe mchem. Ktoś przechodził tędy niedawno.
Ruszyli wolno, brodząc w wysokiej trawie. Liście ocierały im się o nogi, a gałęzie chrzęściły pod butami. Gdy dotarli do bramy, Lena poczuła, że serce bije jej szybciej. Zamek wisiał przekrzywiony, jakby ktoś przed chwilą próbował go otworzyć.
W środku było chłodniej. Wilgoć przylgnęła do skóry, a echo ich kroków odbijało się od kamiennych ścian. W bocznej komnacie stały trzy skrzynie. Dwie zamknięte, jedna uchylona.
To przy niej Olek pierwszy przyklęknął. W środku leżał pożółkły list i ciężki, metalowy klucz z dziwnie wyciętym ząbkiem. Maja podniosła kartkę, a jej palce zadrżały.
– Tu jest mapa… – szepnęła.
Na wyblakłym papierze ktoś narysował korytarze fortu i znak przypominający oko.
Przez sekundę nikt się nie odezwał. Potem podłoga pod ich stopami cicho skrzypnęła.
Wszyscy zastygli.
Dawid powoli podniósł latarkę. Na końcu korytarza coś poruszyło się w ciemności. Najpierw tylko cień, potem zarys ramienia, a może kaptura. Lena zacisnęła palce na kluczu, czując, jak metal robi się zimny od jej dłoni.
I wtedy z głębi fortu dobiegł drugi odgłos, znacznie bliższy niż pierwszy.