Zagadka starego internatu

Jagoda, Michał i Lena znajdują ukryte drzwi w opuszczonym internacie. Nocą postanawiają sprawdzić, co kryje się za nimi, i trafiają na coś, czego nie da się już zignorować.

Deszcz drobno uderzał o popękane szyby, kiedy Jagoda, Michał i Lena wspinali się po śliskich schodach starego internatu. Budynek od lat stał pusty, a mimo to każdy w okolicy znał jego historię. Mówiono o światłach w oknach, o krokach na zamkniętych piętrach i o głosach, które pojawiały się wtedy, gdy wokół nie było już nikogo.

Jagoda zacisnęła palce na latarce i spojrzała w głąb korytarza. Na samym końcu, tam gdzie odpadał tynk, stały niewielkie drewniane drzwi. Były niższe od pozostałych, jakby ktoś wcisnął je w ścianę na siłę. Na spróchniałym drzewie ktoś wyrył cienkie znaki, a zardzewiały zamek wyglądał, jakby nie otwierano go od dziesięcioleci.

– Nadal uważam, że to kiepski pomysł – szepnęła.

– Za późno na rozsądne decyzje – mruknął Michał, ale jego głos zadrżał przy ostatnim słowie. Starał się brzmieć pewnie, lecz co chwilę zerkał za siebie, jakby spodziewał się, że ktoś ich obserwuje.

Lena nie odezwała się ani słowem. Uniosła aparat fotograficzny i zrobiła krótkie, nerwowe zdjęcie. Błysk na moment rozdarł ciemność, po czym korytarz znów pochłonęła szarość i kurz.

W ciszy dało się słyszeć tylko kapanie wody gdzieś w oddali i ciche skrzypienie desek pod ich ciężarem. Jagoda podeszła bliżej. Na klamce osiadła warstwa pyłu, ale kiedy położyła na niej dłoń, poczuła pod palcami lekki ruch, jakby coś po drugiej stronie właśnie się obudziło.

– Stój – powiedziała Lena nagle.

Schyliła się przy ścianie obok drzwi i po chwili wyciągnęła z pęknięcia mały, żeliwny klucz.

– To chyba do nich.

Michał zmrużył oczy.

– Skąd on się tu wziął?

Nikt nie odpowiedział. Jagoda wzięła klucz, wsunęła go w zamek i przekręciła. Mechanizm zaskrzypiał tak głośno, że wszyscy aż wstrzymali oddech. Drzwi uchyliły się z długim jękiem, odsłaniając wąskie pomieszczenie pogrążone w mroku.

Pośrodku stała stara walizka.

Nad nią wisiała pojedyncza lampa. Przez chwilę była martwa, ciemna i zakurzona, po czym nagle rozbłysła bladym, żółtawym światłem. Lena cofnęła się o krok, a Michał odruchowo chwycił Jagodę za rękaw.

– Widzieliście to? – wyszeptała Lena.

Z góry dobiegł głuchy stukot. Potem drugi. Jakby ktoś powoli przesuwał coś ciężkiego po podłodze na piętrze nad nimi.

I wtedy z walizki dobiegł cichy, przeciągły szept.

Jagoda znieruchomiała. Walizka poruszyła się ledwie o centymetr, jakby coś w środku próbowało wydostać się na zewnątrz.

– Otwieramy? – spytała szeptem.

Nie zdążyli odpowiedzieć. Drzwi za ich plecami zatrzasnęły się z hukiem, a lampa zamigotała tak gwałtownie, że przez sekundę wszystko zniknęło w ciemności. Gdy światło wróciło, walizka była już otwarta.