Tymek i Lena znajdują w lesie stary klucz i ukrytą bramę. Za nią czeka świat, w którym drzewa mówią szeptem, a dziwny świetlik prosi ich o pomoc.
Tymek podniósł z ziemi stary klucz, który leżał w ściółce dokładnie tam, gdzie zawsze kończyli z Leną swoje leśne wyprawy. Był ciężki jak na taki mały przedmiot, zimny i dziwnie gładki. Na końcu zamiast ząbka miał wygięty liść.
– Patrz – szepnęła Lena, pochylając się nad nim. W jej oczach błysnęło to znajome światło, które pojawiało się zawsze wtedy, gdy coś zwyczajnego miało zaraz zamienić się w przygodę. – Musi do czegoś pasować.
Ruszyli między drzewa głębiej, niż zwykle pozwalał im dziadek. Las zgęstniał, ucichł i zrobił się jakby starszy. Gałązki chrzęściły pod butami, a gałęzie splatały się nad ich głowami jak palce. W końcu dotarli do miejsca, o którym nikt im nigdy nie opowiadał: do zarośniętej jeżynami bramy, oplecionej zielonymi pnączami tak ciasno, jakby ktoś ukrył ją przed całym światem.
Tymek wsunął klucz do zamka. Przez chwilę nic się nie działo, po czym coś głucho kliknęło. Rdza jęknęła cicho, skrzydła bramy drgnęły i rozsunęły się powoli, odsłaniając przejście, z którego wypłynęło chłodne, nieznane światło.
Za bramą las nie przypominał już ich lasu. Niebo miało szaro-fioletowy odcień, trawy sięgały kolan, a liście szumiały tak, jakby naprawdę ze sobą rozmawiały. Tymek zrobił krok do przodu i wtedy z korony najbliższego drzewa wysunęła się drobna, świetlista istota z przezroczystymi skrzydłami.
– Wreszcie – powiedziała cieniutkim głosem. – Czekałem na was.
Lena ścisnęła mocniej dłoń brata. Stworek spoważniał, a jego blask przygasł.
– Cień wdziera się coraz dalej – dodał. – Jeśli nie znajdziemy Gniazda Szeptów przed zachodem trzech księżyców, Kraina Drzew zamilknie na zawsze.
Z głębi lasu dobiegł ich cichy, urwany dźwięk. Jak płacz. Jak wołanie.
Świetlik odwrócił się gwałtownie i wskazał ciemny tunel pod najstarszym drzewem.
– Tylko nie idźcie oboje bez przygotowania – wyszeptał. – Ale musicie zdecydować teraz. Kto wejdzie pierwszy?