Julka i Puszek trafiają na błyszczące ślady w Starym Lesie, które prowadzą ich coraz głębiej, aż pod stare drzewo z dziuplą i tajemniczym buczeniem.
Julka bardzo lubiła Stary Las. Czasem mówiła, że drzewa szepczą tam do siebie cicho jak starzy znajomi. Na każdy spacer zabierała Puszka, swojego ulubionego pluszowego misia.
Pewnego słonecznego dnia szli wąską ścieżką między wysokimi pniami, gdy Julka nagle zatrzymała się w miejscu. Na ziemi coś migało w trawie. To były małe kamyczki, ułożone jeden za drugim, jakby ktoś rozsypał je specjalnie tylko po to, żeby ktoś je znalazł.
— Puszek, patrz! — szepnęła Julka i przykucnęła.
Kamyczki miały różne kolory. Jeden był czerwony, drugi zielony, trzeci niebieski. Ostatni świecił srebrzyście, jak miniaturowa gwiazdka. Wszystkie prowadziły między drzewa, tam, gdzie ścieżka zwężała się i niknęła w cieniu.
Julka spojrzała przed siebie. Za pniami było ciszej niż zwykle. Nawet ptaki jakby na chwilę umilkły.
— Kto to zostawił? — mruknęła.
Razem z Puszkiem ruszyli powoli za błyszczącym śladem. Przeskakiwali nad korzeniami, mijali paprocie i omszałe kamienie. Im dalej szli, tym bardziej las wydawał się obcy i tajemniczy.
W końcu dotarli do ogromnego, starego drzewa z szeroką dziuplą. Przed nim leżał ostatni srebrny kamyczek. Julka zatrzymała się tak nagle, że aż przytuliła Puszka mocniej.
Z wnętrza dziupli dobiegło ciche buczenie.
Julka wstrzymała oddech i spojrzała na ciemny otwór. Co mogło się tam ukrywać?