Tajemnica Zegarowej Wieży

Leon i Maja podczas zwiedzania starej wieży zegarowej znajdują ukryty klucz. Szukając zamka, trafiają na ślad tajemnicy, o której nikt w mieście nie chciał mówić.

Leon i Maja lubili rzeczy, które miały w sobie choć odrobinę tajemnicy. Kiedy więc w ich mieście otwarto dla zwiedzających starą wieżę zegarową, nie trzeba ich było długo namawiać. Wieża stała na końcu brukowanej ulicy, wysoka i posępna, a jej ogromny cyferblat patrzył na rynek jak jedno nieruchome oko.

W środku było chłodno, ciemno i pachniało kurzem, smarem oraz czymś jeszcze, czego Leon nie potrafił nazwać. Drewniane schody skrzypiały przy każdym kroku, a ściany mijały ich jedno po drugim: pożółkłe fotografie zegarmistrzów, stare narzędzia, mapy i wyblakłe notatki. Przewodniczka, pani Jadwiga, mówiła cicho, jakby sama wieża mogła usłyszeć za głośne słowo.

– Mówią, że to miejsce pamięta więcej, niż widać na pierwszy rzut oka – oznajmiła, gdy dotarli na górę. – Czasem coś tu znika. Czasem coś się odnajduje.

Maja zerknęła na Leona z błyskiem w oczach. Brzmiało to dokładnie tak, jak początek dobrej zagadki.

Gdy reszta grupy podeszła do okna, Leon przykucnął przy podłodze. Między deskami zauważył drobne wyżłobienia, a wśród nich literę „E”. Chciał tylko dotknąć rysy, ale pod palcem poczuł coś twardego. Z wąskiej szczeliny wystawał mały mosiężny klucz.

Przez chwilę oboje tylko patrzyli na siebie w milczeniu.

Leon ostrożnie wyjął znalezisko. Był cięższy, niż wyglądał, a jego ząbki miały dziwny, nieregularny kształt. Maja od razu wskazała ukryte za przekładnią, ledwo widoczne drzwiczki zasnute pajęczyną. Nad zamkiem widniała ta sama litera: „E”.

Leon wsunął klucz do środka. Zamek stawił opór, jakby od dawna nikt go nie dotykał. W końcu jednak klucz drgnął i obrócił się z cichym kliknięciem.

Za drzwiczkami coś poruszyło się w ciemności. Z wąskiej szczeliny popłynął chłodny podmuch, a potem odezwał się głęboki, metaliczny szmer, jakby w środku wieży obudziło się coś, co nie powinno spać...