Zielony portal w ogrodzie babci

Oliwia i Kuba odkrywają w starym ogrodzie babci zielony portal prowadzący do nieznanego świata. Gdy robią pierwszy krok, ktoś po drugiej stronie zaczyna się do nich zbliżać.

Oliwia i Kuba myśleli, że te wakacje będą wyglądały jak każde inne: słońce, nuda i długie popołudnia u babci, na skraju lasu. Dom stał stary i pochylony, jakby od lat przysłuchiwał się wszystkiemu, co szeptały drzewa. Najciekawszy był jednak ogród. Gęsty, dziki i tak splątany, że nawet w południe panował tam półmrok. Wysokie paprocie ocierały się o kolana, a pnącza wspinały się po krzewach jak zielone węże.

Pewnego pochmurnego popołudnia Kuba zatrzymał się nagle przy samym brzegu zarośli.

Oliwia zmrużyła oczy. Między gałęziami widać było coś, czego wcześniej nie zauważyli: wysoki łuk spleciony z żywych, cienkich konarów. Nie wyglądał jak altanka ani stara pergola. Z jego środka sączyło się zielonkawe światło, miękkie i drżące, jakby oddychało razem z ogrodem. Powietrze wokół było chłodniejsze, a z wnętrza dobiegał cichy, srebrzysty świergot.

Zrobiła krok bliżej. Gałęzie poruszyły się bez wiatru.

Drgnęły jeszcze raz i nagle rozchyliły się szerzej. Po drugiej stronie nie było już ogrodu. Rozciągała się tam obca, niemożliwa kraina: błękitne trawy falujące jak woda, kamienie jarzące się od środka i drzewa o srebrnych liściach, które dźwięczały cicho przy każdym ruchu powietrza. Między nimi przemknęło kilka małych stworzeń, szybkich i zwinnych, z piórami zamiast ogonów.

Kuba wstrzymał oddech.

Oliwia nie odpowiedziała. Patrzyła na portal, bo teraz światło po drugiej stronie zaczęło pulsować mocniej, jakby coś czekało, aż podejdą bliżej. Wtedy wśród srebrnych drzew poruszył się cień. Najpierw jeden, potem drugi. Ktoś stanął na skraju świetlistej polany i powoli odwrócił głowę prosto w ich stronę.