Ola i kotek Leo odkrywają, że w domu znikają kapcie. W przedpokoju zostaje po nich dziwny, błyszczący ślad, który prowadzi na górę.
Ola miała siedem lat i najbardziej lubiła swoje puszyste, różowe kapcie. Bez nich nawet poranek wydawał się trochę chłodny i niepasujący. Mieszkała w piętrowym domu z rodzicami i kotkiem Leo, który zwykle znał każdy kąt, każdy szelest i każdą ukrytą zabawkę.
Tego ranka Ola zeszła do przedpokoju, ziewnęła i spojrzała pod ławkę. Kapci nie było.
Na podłodze leżał za to dziwny ślad. Błyszczał, jakby ktoś przycisnął do desek mokrą łapkę posypaną brokatem. Nie był mały jak łapa Leo. Nie był też duży jak stopa dorosłego.
– Leo, to nie żart? – szepnęła Ola.
Kotek uniósł głowę, poruszył wąsikami i zamruczał tak cicho, jakby sam też czegoś nasłuchiwał.
Ola kucnęła bliżej. Błyszczący trop prowadził w stronę schodów. Jeden ślad, drugi, trzeci... Wszystkie ciągnęły się wyżej, aż ginęły za zakrętem.
– Chodź. Sprawdzimy to razem – powiedziała Ola.
Ruszyła powoli po schodach, a Leo skoczył tuż za nią. W domu zrobiło się cicho. Za cicho.
Gdy Ola pochyliła się nad kolejnym błyszczącym odciskiem, z drzwi na strychu dobiegł cichy szelest.