Wiatr z Malinowego Lasu

Lena, Maks i Filip trafiają w Malinowym Lesie na klucz, tajemniczy znak i wiatr, który brzmi jak szept. Ktoś lub coś zbliża się do nich z lasu.

Malinowy Las od zawsze był dla dzieci z Brodki najlepszym miejscem na wyprawy. Latem pachniał żywicą, suchą trawą i jeżynami, a między drzewami łatwo było zgubić się na chwilę, tylko po to, by zaraz znaleźć coś ciekawego. Tego popołudnia Lena, Maks i Filip jechali rowerami na swoją ulubioną polanę, gdzie zwykle budowali bazę. Nic nie zapowiadało kłopotów. A jednak kiedy wjechali głębiej między drzewa, wiatr nagle ucichł, po czym zawiał chłodnym podmuchem, jakby ktoś otworzył ukryte drzwi w środku lasu.

Lena pierwsza zahamowała przy starym, rozłożystym dębie. Zsunęła jedną nogę z roweru i zmrużyła oczy. „Słyszeliście to?” spytała cicho.

Filip chciał odpowiedzieć, że nic nie słyszy, ale wtedy spod korzeni dobiegło przytłumione dudnięcie. Nie było głośne, raczej głębokie i ciężkie, jakby pod ziemią przesunęło się coś wielkiego. Maks od razu spięł się w ramionach i rozejrzał wokół, a Lena przykucnęła przy pniu. Palcami odgarnęła mech i cienką warstwę ziemi.

W korzeniach dębu leżał mały żeliwny klucz. Był zimny, ciężki i pokryty zielonkawą patyną. Obok ktoś wydrapał w ziemi znak przypominający splecione litery L i F. Maks podniósł klucz ostrożnie, jakby bał się, że coś się obudzi. W tej samej chwili wiatr wrócił, mocniejszy niż przedtem, i przemknął między pniami z dziwnym szelestem. W jego szumie coś zabrzmiało jak szept.

„Widzieliście?” wyszeptała Lena.

Filip odwrócił głowę. Przez sekundę wydawało mu się, że za gęstymi paprociami poruszyła się czyjaś sylwetka. Zniknęła tak szybko, że mógł sobie to tylko wyobrazić. Maks ścisnął klucz w dłoni i spojrzał na znak w ziemi.

„Musimy sprawdzić, do czego pasuje” powiedział. „I kto to zostawił.”

Nie zdążyli nawet wstać. Z głębi lasu dobiegł trzask łamanej gałązki, potem następny, bliższy i cięższy. Lena odruchowo cofnęła się o krok. Coś nadchodziło w ich stronę, prosto przez malinowe zarośla.