Zagadkowy pokój pod schodami

Kuba i Lena odkrywają w szkolnej piwnicy drzwi, których nikt nie powinien znać. Gdy schodzą niżej, trafiają na coś, co od razu każe im zwolnić oddech.

Szkoła Kuby i Leny była stara, ciasna i pełna zakamarków, w których nawet najgłośniejszy dzwonek brzmiał jak szept. Najciemniej było w piwnicy pod głównymi schodami. Uczniowie omijali to miejsce szerokim łukiem, bo od lat krążyła o nim dziwna opowieść: podobno kiedyś mieścił się tam skarbiec. Nikt jednak nie brał tej historii na serio. Nikt aż do dzisiejszego deszczowego popołudnia.

Lena pierwsza zauważyła coś niepasującego. Kiedy czekała przy schodach na dzwonek, jej latarka odbiła się od kawałka metalu ukrytego pod warstwą kurzu i pajęczyn. Przykucnęła, odgarnęła brud rękawem i nagle cofnęła dłoń.

– Kuba, chodź tu. Tylko szybko i cicho.

Kuba akurat przemierzał korytarz na kolanach, udając psa policyjnego, ale od razu wyczuł, że ton Leny znaczy coś więcej niż zwykły żart. Podpełzł do niej i spojrzał na podłogę.

– To zawsze tu było? – spytał, mrużąc oczy.

– Właśnie że nie.

Pod schodami tkwiła żelazna klapa, tak dobrze wtopiona w posadzkę, jakby ktoś specjalnie chciał ją ukryć. Nie miała uchwytu, tylko wąską szczelinę na brzegu. Lena wyjęła z plecaka linijkę, Kuba przysunął ją do metalu i razem, z ogromnym wysiłkiem, podważyli wieko.

Z wnętrza buchnęło zimne powietrze. Pachniało wilgocią, starym papierem i czymś jeszcze, czymś tak dawnym, że aż trudnym do nazwania. Wąskie schodki prowadziły w dół, w ciemność.

– No pięknie – szepnął Kuba, ale już wciągał kaptur na głowę.

Lena wyjęła z plecaka małą latarkę. Miała ją na wszelki wypadek, a Kuba zawsze powtarzał, że wszelki wypadek i Lena chodzą za sobą krok w krok. Teraz jednak nawet on nie próbował żartować.

Schodzili ostrożnie, stopień po stopniu. Mury po obu stronach były z chropowatej cegły, wilgotne i chłodne. W niektórych miejscach świeciły na nich blade, zielonkawe plamki, jakby coś pod ziemią oddychało własnym światłem.

Na dole czekał krótki korytarz, a na jego końcu stare drewniane drzwi.

Były niskie, ciężkie i zupełnie niepasujące do szkolnej piwnicy. Na środku wisiała mała, zardzewiała tabliczka. Lena odczytała ją na głos, prawie bezgłośnie:

– „NIE OTWIERAĆ”.

Kuba przechylił głowę.

– To chyba nie brzmi zachęcająco.

Wtedy zza drzwi dobiegł ich cichy szept. Melodia albo ostrzeżenie. Może jedno i drugie.

Kuba spojrzał na Lenę, a ona na jego rękę, która już dotykała klamki. Metal był lodowaty. Przez sekundę nic się nie działo.

A potem drzwi drgnęły od środka i zaczęły powoli się otwierać.