Zaginiona Księga Ardy

Lena, Kuba i Sara znajdują pod szkołą ukryte zejście, które prowadzi do miejsca pełnego magii. Za ciężkimi drzwiami czeka na nich coś, czego nie powinni jeszcze zobaczyć.

Słońce chowało się już za koronami starych drzew, kiedy Lena, Kuba i Sara śmigali deskorolkami po pustym szkolnym boisku. Zwykle po lekcjach szukali tylko sposobu, żeby przedłużyć dzień o kilka minut: jeszcze jedno okrążenie, jeszcze jeden zjazd, jeszcze jeden ukradkiem podzielony plaster pizzy ze sklepiku. Tego popołudnia boisko nie wyglądało jednak jak zwykle.

Sara rozpędziła się najmocniej ze wszystkich. Kółko nagle zahaczyło o coś twardego wystającego spod krzaka i dziewczyna runęła na trawę. Podniosła się od razu, wściekła i trochę zawstydzona, ale to, co zobaczyła, sprawiło, że zapomniała o otartych kolanach.

W ziemi tkwił kamień inny niż wszystkie. Ciemnozielony, gładki, z wyrytymi na powierzchni znakami tak drobnymi, jakby ktoś wydrapał je paznokciem albo ostrzem ze szkła. W zachodzącym świetle błyszczały słabo, jakby kamień oddychał własnym blaskiem.

Lena pierwsza podeszła bliżej. Kuba przykucnął obok i zmrużył oczy.

Lena przesunęła palcem po jednym ze znaków. Kamień zadrżał. Najpierw ledwie wyczuwalnie, potem mocniej, jakby coś pod spodem próbowało się obudzić. Ziemia z cichym pomrukiem osiadła o kilka centymetrów, a pod fundamentem starego, dawno zamkniętego skrzydła szkoły odsłoniło się wąskie zejście.

Sara cofnęła się o krok.

Lena już wyciągała telefon. Światło latarki przecięło mrok i oświetliło kamienne schodki prowadzące w dół. Były wilgotne, wąskie i tak stare, że ich brzegi zdążyły się zaokrąglić od czasu. Z ciemności uderzył ich chłód, a zaraz potem coś jeszcze: ciche szepty, jakby ktoś mówił bardzo daleko, za grubą ścianą.

Nie czekając na odpowiedź, postawił stopę na pierwszym stopniu. Lena poszła za nim, a Sara po chwili ruszyła ostatnia, zaciskając dłonie na pasku plecaka.

Tunel był coraz ciaśniejszy. Po jego ścianach wiły się świetliste wzory, delikatne i żywe, jakby ktoś malował je światłem pod samym ich nosem. Im niżej schodzili, tym wyraźniej słyszeli dziwne odgłosy: trzask gałązek, szelest liści, pojedynczy śmiech, który urwał się nagle, jak przecięty nożem.

W końcu tunel otworzył się na ogromną drewnianą bramę. Była wysoka, ciężka i tak stara, że deski sczerniały od czasu, ale na jej powierzchni coś pulsowało ciepłym blaskiem. Zanim ktokolwiek zdążył się odezwać, litery same wypłynęły z mroku i ułożyły się w zdanie:

Wejdź, jeśli chcesz poznać magię Ardy.

W tej samej chwili brama lekko drgnęła, a światło za nią rozlało się po tunelu jak rozbita gwiazda. Wzory na ścianach rozbłysły, po ziemi przemknęły cienie złotych ptaków, a spod kamieni wystrzeliły cienkie, zielone pędy. Lena wyciągnęła rękę do klamki.

Wtedy zza ich pleców dobiegł cichy głos: