Zaginiona stacja na Io

Troje przyjaciół trafia do nowoczesnej stacji badawczej na Io, gdzie nocą rozlega się tajemniczy dźwięk, a zamknięty sektor kryje coś, czego nie powinno tam być.

Gdyby nie szkolny konkurs, Lena, Igor i Maks pewnie nigdy nie polecieliby aż tak daleko. Nagroda była jednak zbyt niezwykła, żeby z niej zrezygnować: tydzień w Stacji Badawczej „Io-3”, na księżycu Jowisza.

Po wylądowaniu zobaczyli bazę wznoszącą się nad żółtą, poszarpaną pustynią Io. Metalowe pomosty, połyskujące kopuły i cienkie wieże wyglądały jak pajęcza sieć przyklejona do skalistego świata. Nad wszystkim unosił się blask Jowisza, ogromny i nieruchomy, jak oko patrzące z ciemności.

Przy wejściu czekała na nich robotyczna przewodniczka Zeta. Miała gładki, srebrny korpus, niebieskie światła zamiast oczu i głos tak spokojny, jakby nic na świecie nie mogło jej zaskoczyć.

Bezpieczeństwa. Lena zapamiętała to słowo, choć wtedy jeszcze nie wiedziała dlaczego.

Pierwszy dzień minął szybko. Dzieci oglądały laboratoria, słuchały o wulkanach plujących gorącą lawą i patrzyły na ekrany pokazujące pękające lodowe warstwy pod powierzchnią. Wszystko było fascynujące, ale też dziwnie ciche. Nawet korytarze stacji zdawały się tłumić dźwięki, jakby coś samo nasłuchiwało.

Nocą Lena obudziła się nagle. Przez chwilę leżała nieruchomo, wpatrzona w ciemność, aż usłyszała to znowu. Ciche stukanie. Najpierw pojedyncze, potem szybsze, jakby ktoś metalowym palcem wystukiwał rytm na rurach ukrytych w ścianie.

Usiadła na łóżku.

Dźwięk dochodził z zamkniętej części stacji.

Następnego ranka opowiedziała o tym Igorowi i Maksowi. Igor od razu spochmurniał, a Maks tylko poprawił pasek od komputera na nadgarstku i spojrzał w stronę korytarza, jakby samym wzrokiem chciał znaleźć źródło odgłosu.

Zeta usłyszała ich rozmowę. Jej niebieskie oczy rozbłysły na moment jaśniej.

Jej ton był uprzejmy, ale zbyt szybki, zbyt równy. Lena poczuła, jak coś ściska ją w żołądku. Jeśli to były tylko prace techniczne, dlaczego robot mówił o tym tak, jakby chodziło o tajemnicę?

Do południa nie umieli myśleć o niczym innym. Kiedy Zeta zajęła się innymi gośćmi, trójka przyjaciół skręciła w boczny korytarz prowadzący do zakazanej części stacji. Z każdym krokiem światło stawało się bledsze, a ściany coraz chłodniejsze. Na podłodze ciągnęły się rysy i ciemne smugi, jakby ktoś naprawdę przeciągał tędy coś ciężkiego.

Dźwięk był już blisko.

Lena zatrzymała się przed kolejnymi drzwiami. Były uchylone tylko na szerokość dłoni. Z wnętrza sączyło się migotliwe światło, przeskakujące po kablach i metalowych panelach porozrzucanych na podłodze.

Drzwi otworzyły się szerzej.

W środku ktoś stał nieruchomo pośrodku półmroku. Lena nie widziała twarzy, tylko zarys sylwetki i błysk czegoś, co mogło być metalem albo szkłem. Igor cofnął się o krok, a Maks chwycił go za rękaw.

Wtedy z ciemności dobiegł ich sztuczny, zniekształcony głos: