Echo z Wilczego Lasu

Młody lisek Rudo słyszy nocą w Wilczym Lesie dziwne echo, które brzmi jak wołanie. Razem z Jeżykiem Kolczatkiem i Sową Plamką rusza sprawdzić, skąd dochodzi tajemniczy głos.

Wilczy Las od zawsze żył własnym rytmem: szeptem traw, trzaskiem gałązek i cichym chrzęstem mchu pod łapami. Rudo lubił te odgłosy, bo znał je niemal na pamięć. Tylko tej wiosny coś w lesie zaczęło brzmieć inaczej, jakby między drzewami ukryła się nuta, której nikt nie powinien tam zostawić.

Tamtej nocy lisek nie mógł zasnąć. Leżał zwinięty w swojej norce, z ogonem pod nosem, i nasłuchiwał, jak wiatr obchodzi pnie starych sosen. Nagle znieruchomiał. Z głębi lasu popłynęło niskie, dziwne echo. Odbiło się od drzew raz, drugi, trzeci, a potem zgasło tak szybko, jak się pojawiło. Brzmiało niemal jak czyjeś wołanie. Jakby ktoś, bardzo daleko, wypowiedział jedno krótkie słowo.

Nazajutrz Rudo wybiegł z norki prosto do Jeżyka Kolczatka i Sowy Plamki. Opowiedział im wszystko, a oni od razu przestali się droczyć i żartować. Plamka zmrużyła oczy, Kolczatek nastroszył kolce z zaciekawienia. Po chwili już pakowali kilka orzechów, garść jagód i liść, na którym można było zapisywać tropy, choć nikt nie był pewien, co właściwie będą zapisywać.

W lesie zrobiło się ciężko od ciszy. Im dalej szli, tym wyraźniej słyszeli to samo dziwne brzmienie, które wracało między pniami jak zagubiony ptak. Przy Krzywej Sosnie minęli starego borsuka, który tylko pokręcił głową i mruknął, żeby nie zbliżać się do polany. To wystarczyło, by Rudo poczuł znajome łaskotanie niepokoju pod futrem. Plamka poderwała się nad paprocie, Kolczatek przystanął pierwszy, a echo zabrzmiało znowu, tym razem tuż przed nimi.

Z krzaków po drugiej stronie ścieżki dobiegł ich cichy szept. Potem gałązki rozsunęły się powoli, jakby ktoś albo coś stało tu od dawna i tylko czekało, aż przyjaciele podejdą bliżej.