Jeż Jędrek znajduje w lesie mapę i stary klucz. Razem z przyjaciółmi rusza tropem tajemnicy, która prowadzi do ukrytych drzwiczek i czegoś, co porusza się w zaroślach.
W samym sercu Rozgadanego Lasu, tam gdzie stare dęby splatały gałęzie wysoko nad ścieżkami, mieszkał jeż Jędrek. Nie umiał przejść obojętnie obok żadnej zagadki. Gdy inni słuchali szumu wiatru, on zastanawiał się, skąd bierze się jego dziwny świst. Gdy żaby rechotały przy stawie, Jędrek nasłuchiwał, jakby właśnie one miały mu zdradzić ważny sekret.
Tego ranka rosa błyszczała na trawie jak rozsypane paciorki. Jędrek wyruszył na spacer z Rudkiem, swoim najlepszym przyjacielem, który zwykle tryskał humorem, ale dziś dreptał wyjątkowo cicho.
— Coś cię gryzie? — spytał Jędrek, gdy minęli kępę paproci.
Rudek obejrzał się przez ramię.
— Wczoraj przez całą noc słyszałem stukanie pod starym bukiem. Nie takie zwykłe, jakby ktoś strącał szyszki. To było… inne.
Jędrek otworzył pyszczek ze zdziwienia, ale zanim zdążył zadać kolejne pytanie, w gałęziach nad nimi zatrzepotały skrzydła. Zanim zdążyli uskoczyć, z liści wyłoniła się sowa Klotylda. Usiadła na niskiej gałęzi i spojrzała na nich szeroko otwartymi oczami.
— Jeśli naprawdę chcecie wiedzieć, co stuka po nocy, zajrzyjcie do dziupli pod starym dębem — powiedziała tajemniczo.
— A skąd wiesz, że chcemy? — zdziwił się Rudek.
Klotylda tylko poruszyła dziobem, jakby tłumiła uśmiech.
— W Rozgadananym Lesie takie wieści szybko same znajdują uszy. — Po czym rozpostarła skrzydła i zniknęła między koronami drzew.
Jędrek i Rudek pobiegli pod wskazany dąb. Jego pień był tak szeroki, że obaj musieliby się nieźle natrudzić, żeby go objąć. W pniu, tuż przy korzeniach, znajdowała się głęboka dziupla. W środku pachniało wilgotnym drewnem i starymi liśćmi.
Jędrek wsunął łapkę do środka i po chwili wyciągnął zwinięty rulon. Na pożółkłym papierze widniały ślady łap, strzałki i znaki, których nie umiał od razu odczytać. Obok, owinięty w pajęczą nitkę, leżał zardzewiały klucz.
Rudek aż usiadł z wrażenia.
— To chyba nie zgubiony patyk.
— Raczej nie — odparł Jędrek i ostrożnie uniósł klucz. Był cięższy, niż wyglądał. — To musi do czegoś pasować.
Wieść rozeszła się szybciej niż poranny wiatr. Jeszcze przed południem do dębu przyszli Hela, Bonifacy i Filip. Myszka Hela od razu wpatrzyła się w mapę, borsuk Bonifacy zmarszczył nos, a szpak Filip przeskakiwał z łapki na łapkę, próbując dostrzec wszystkie znaki naraz.
— Tu jest strumień, a tu polana — szepnęła Hela. — I coś jeszcze… coś ukrytego.
— To wygląda jak wskazówki, nie zwykła mapa — dodał Bonifacy.
— A ja widzę błysk! — zawołał Filip. — Albo to słońce, albo coś błyszczy naprawdę.
Po krótkim śniadaniu ruszyli razem. Szli wzdłuż szemrzącego strumyka, przeciskali się przez gęste krzewy i omijali omszałe pnie powalonych drzew. Jędrek niósł klucz w przednich łapkach, jakby był z kruchego szkła. Hela co chwilę zatrzymywała się, by wypatrzyć maleńkie ślady na ziemi. Rudek pierwszy dostrzegał symbole ukryte pod liśćmi. Bonifacy prowadził ich pewnym krokiem, a Filip z góry wypatrywał zarysów wskazanych na mapie.
Z każdym krokiem las stawał się cichszy. Nawet świerszcze jakby ściszyły swoje granie.
W końcu dotarli na małą polanę, gdzie przy ziemi rosła roślina o ogromnym, połyskującym liściu. Na mapie właśnie ten liść był zaznaczony grubą, ciemną kreską. Jędrek odsunął go ostrożnie łapką i wszyscy zamarli.
Pod ziemią, w splątanych korzeniach, kryły się niewielkie drzwiczki. Miały okrągły zamek, dokładnie taki, jakiego kształtu był klucz Jędrka.
Serce jeża uderzyło mocniej. Rudek wstrzymał oddech, Hela przytuliła mapę do piersi, a Bonifacy pochylił się tak nisko, że niemal dotknął nosem ziemi.
Jędrek wsunął klucz do zamka.
W tej samej chwili z pobliskich zarośli dobiegł ich głuchy szelest, a potem niski, niepokojący pomruk.