Zaginiony Klucz w Leśnym Królestwie

Oliwia i Maks trafiają do zaczarowanego lasu, gdzie futrzasty Pimpek prosi ich o pomoc w odnalezieniu magicznego klucza. Przed nimi zagadki, świetlista ścieżka i coś, co czai się w cieniu.

Oliwia zawsze uważała, że piątkowy wieczór to najlepszy moment na zwykły spacer. Zwłaszcza jeśli obok szedł Maks, jej młodszy brat, który co chwilę wypytywał o wszystko, co migało, szumiało albo chrupało pod butami. Rodzice pozwolili im dojść tylko do pobliskiego lasu i z powrotem, zanim zapadnie ciemność.

Na początku nic nie zapowiadało kłopotów. Powietrze pachniało mokrą trawą, a na ścieżce leżały długie cienie drzew. Potem przekroczyli granicę lasu i świat wokół nich drgnął, jakby ktoś cicho przesunął zasłonę.

Liście na gałęziach zabłysły fioletem i złotem. Pnie drzew pojaśniały srebrnymi smugami, a ścieżka pod stopami zaczęła świecić delikatnym, mlecznym blaskiem. Maks zatrzymał się tak nagle, że Oliwia prawie na niego wpadła.

Miał rację.

Zza starego dębu wyskoczył mały futrzasty stworek z ogromnymi uszami. Na głowie miał czapeczkę w czerwone kropki, a w łapkach trzymał cienką różdżkę, na której końcu błyszczała jagoda. Przyjrzał im się uważnie, po czym skinął z taką powagą, jakby właśnie czekał na nich od bardzo dawna.

Oliwia spojrzała na Maksa. On patrzył na stworka z szeroko otwartymi oczami.

Maks przełknął ślinę.

Pimpek wskazał różdżką na migoczącą smugę między drzewami.

Z głębi lasu dobiegł cichy, melodyjny dźwięk, jakby ktoś uderzył w szklany dzwonek. Zaraz potem między koronami drzew przemknął cień. Nie był duży, ale poruszał się szybko i zbyt pewnie, żeby należeć do zwykłego ptaka.

Wokół dzieci zaczęły pojawiać się świetliste zwierzęta: lis o ogonie jak płomień, sowa z oczami błyszczącymi jak dwa księżyce i mały smok, który zakreślił nad ich głowami srebrny łuk. Patrzyli na nich w milczeniu, jakby czekali na decyzję.

Oliwia poczuła, że serce bije jej szybciej. Świetlista ścieżka wiła się przed nimi coraz głębiej w las, a z cienia dobiegło ledwo słyszalne skrzypnięcie. Ktoś, albo coś, ruszyło za nimi.