Zaginiony Kompas Cieni

Antoś i Zosia znajdują na strychu żelazny kompas z wilkiem. Gdy wskazówka rusza sama, prowadzi ich do lasu i bramy, która otwiera drogę do nieznanego świata.

Na strychu starego domu Antka zawsze pachniało kurzem, starym drewnem i czymś jeszcze, czego nie dało się nazwać. Wśród skrzyń, pożółkłych gazet i popękanych ramek znalazł tego popołudnia coś, co od razu przyciągnęło jego uwagę: ciężki żelazny kompas z wyrytym wilkiem na wieczku.

Zosia przyklękła obok niego na deskach i odgarnęła z kompasu pajęczynę. Przez chwilę oboje tylko patrzyli na przedmiot, jakby czekali, aż sam wyjaśni, skąd się tam wziął. Wtedy wskazówka drgnęła. Raz. Drugi. A potem zaczęła wirować tak szybko, że aż zabrzęczała obudowa.

— Antoś... — szepnęła Zosia, ale nie dokończyła.

Wskazówka nagle zatrzymała się i uparcie wskazała okno strychu, a potem cienką, zamgloną ścieżkę biegnącą za domem.

Na zewnątrz popołudnie zrobiło się dziwnie ciche. Ścieżka prowadziła prosto do lasu, którego oboje nigdy wcześniej nie widzieli tak wyraźnie, jakby dopiero teraz naprawdę wyłonił się zza ogrodzenia. Drzewa stały ciasno jedno przy drugim, a ich gałęzie splatały się wysoko nad ziemią, tworząc ciemny tunel. Zosia trzymała kompas oburącz, a Antoś szedł pierwszy, choć co chwilę oglądał się przez ramię.

Im głębiej wchodzili, tym mniej zwyczajny wydawał się las. Liście szeleściły, choć nie było wiatru. Pnie drżały lekko, jakby ktoś szeptał między nimi bardzo cicho. Wreszcie, na małej polanie, zobaczyli bramę porośniętą mchem. Była tak stara, że wyglądała, jakby stała tam od zawsze. Na jednym ze skrzydeł wyrzeźbiono te same dziwne znaki, a pośrodku znów pojawił się wilk z kompasu.

— To nie może być przypadek — powiedział Antoś, ale jego głos zabrzmiał niepewnie.

Zosia uniosła kompas i przyłożyła go do zimnego metalu.

W tej samej chwili brama jęknęła i zaczęła się otwierać sama, centymetr po centymetrze. Spomiędzy skrzydeł wypłynęła srebrzysta mgła, a pod ich stopami rozbłysła wąska ścieżka, jakby ktoś rozsypał po niej światło gwiazd. Z wnętrza lasu dobiegł ich cichy śmiech, tak bliski, że oboje zamarli.

Kompas zapłonął niebieskim blaskiem.

A kiedy wskazówka znów ruszyła, tym razem wskazała prosto w ciemność za otwartą bramą.