Zosia, Maks i Igor trafiają w Lesie Rusałek na tropy, jakich jeszcze nie widzieli. Wśród mroku i dziwnych odgłosów znajdują stary kompas, który zachowuje się, jakby prowadził ich gdzieś dalej.
Las Rusałek nie wyglądał dziś jak zwykle. Znane ścieżki ginęły w półmroku, a gałęzie wisiały nisko nad ziemią, jakby chciały zatrzymać każdego, kto zapuści się za daleko. Zosia, Maks i Igor znali ten las na pamięć, ale tym razem mieli wrażenie, że to las obserwuje ich, a nie oni las.
Przyszli tu po to, co zawsze: tropić zwierzęta, porównywać ślady, zgadywać, którędy przeszła sarna, gdzie przemykał lis, a gdzie nocą buszował dzik. Tego dnia znaleźli jednak coś, co nie pasowało do żadnej z ich wcześniejszych wypraw. W miękkiej ziemi, między paprociami, odcisnęły się łapy większe od wilczych tropów, które widywali w atlasach. Były długie, głębokie i dziwnie równe, jakby zostawiło je nie jedno zwierzę, ale coś, co celowo stąpało zbyt ciężko. Wokół leżał drobny, połyskujący żwir, którego nie było tu wcześniej.
Igor pierwszy przerwał ciszę. „Słyszeliście te opowieści o wilkach z północnej polany?” spytał półgłosem, zerkając raz w lewo, raz w prawo. Maks przykucnął przy tropach i wyjął notes, ale nawet on mówił ciszej niż zwykle. „To nie są zwykłe ślady” - mruknął. Zosia przygryzła wargę. Las nagle wydał się za cichy, jakby wszystkie ptaki uciekły naraz.
Ruszyli dalej za tropem, choć z każdą minutą mrok gęstniał szybciej, niż powinien. Wtedy Maks zahaczył butem o coś ukrytego pod liśćmi i runął na kolano. Syknął z bólu, odgarnięł ściółkę i zamarł. W jego dłoni spoczął stary, zardzewiały kompas. Szkło było pęknięte, a igła drżała nerwowo, po czym obracała się raz w jedną, raz w drugą stronę, jakby sama nie mogła znaleźć kierunku.
Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, nad lasem przetoczyło się przeciągłe wycie. Nie z jednego miejsca. Z wielu. Zosia ścisnęła kompas tak mocno, że pobielały jej knykcie. I wtedy wskazówka gwałtownie szarpnęła się w bok, a z głębi mgły dobiegł odgłos kroków, zbyt lekkich jak na wilka i zbyt pewnych jak na coś, co chciało zostać zauważone.