Zaginiony sygnał z Europy

Lenka i Tymek łapią tajemniczy sygnał z księżyca Jowisza, składają własny nadajnik i nagle ich dom rozświetlają niebieskie błyski.

Lenka od dawna wiedziała, że jej starszy brat Tymek lubi pakować ich w kłopoty. Ale tego piątkowego popołudnia, kiedy oboje siedzieli w małym domku za miastem z nosem przy starym radioteleskopie taty, nawet ona poczuła dreszcz.

Lenka zmrużyła oczy. Zwykle oznaczało to tylko tyle, że brat znowu coś rozstroił. Tym razem jednak przez trzaski przebił się rytm krótkich i długich sygnałów.

Szybko wyjęła z szuflady pożółkłą ściągę z alfabetem i zaczęła notować znaki. Im dalej tłumaczyła, tym bardziej marszczyła brwi.

"PRZYJDŹCIE NA EUROPĘ. MAMY COŚ DLA WAS."

Lenka odsunęła kartkę, jakby mogła ją poparzyć. - To chyba żart. Albo jakieś szaleństwo. Ale ktoś naprawdę to nadał.

Przez następną godzinę nie wychodzili z pokoju. Lutowali przewody, podłączali baterie, prostowali drucianą antenę i ustawiali ją dokładnie tam, gdzie wskazywał kompas. Ich nadajnik wyglądał bardziej jak szkolny eksperyment niż prawdziwa technologia, ale teraz nie było czasu na poprawki.

Kiedy za oknem zrobiło się ciemno, Lenka usiadła przed klawiaturą i wpisała:

"KIM JESTEŚCIE? DLACZEGO CHCECIE NAS NA EUROPIE?"

Zawahała się tylko przez sekundę, potem nacisnęła czerwony przycisk.

Najpierw nic się nie stało. Potem głośnik zaszumiał, zapiszczał i odezwał się dźwięk podobny do śpiewu wielorybów, tylko znacznie bardziej metaliczny. W tej samej chwili światło w pokoju mrugnęło i zgasło.

Za oknem rozbłysły niebieskie światła. Jedno po drugim, coraz bliżej domu.

Lenka spojrzała na Tymka. On spojrzał na nią.

I wtedy spod okna dobiegł ich cichy, obcy głos:

W ogrodzie rozległ się miękki, narastający szum, jakby tuż pod ciemną trawą otwierało się coś wielkiego.