Lena, Kajtek i robot Maks łapią tajemniczy przekaz z odległej planety. Gdy wiadomość zaczyna alarmować, w obserwatorium rozlega się niepokojący odgłos przy drzwiach.
W Koziołkach, małym miasteczku przy kosmicznej stacji Ziemia III, Lena, Kajtek i robot Maks mieli swoje ulubione miejsce: stare obserwatorium na skraju osiedla. Pachniało tam kurzem, smarem i ozonem, a między zakrzywionymi teleskopami zawsze dało się znaleźć coś do poprawienia, złożenia albo odkrycia.
Tego wieczoru kopuły stacji jarzyły się mlecznym światłem, a Lena kręciła gałką starego odbiornika fal radiowych, szukając w eterze czegoś, czego nikt jeszcze nie nazwał. Przez chwilę w głośniku było tylko ciche trzaskanie. Potem dźwięk urwał się tak nagle, jakby ktoś po drugiej stronie wstrzymał oddech.
Kajtek przysunął się do pulpitu. Jego oczy błyszczały bardziej niż wskaźniki na ekranie. "Słyszeliście? To nie jest zwykły szum. Ktoś nadaje!" Maks pochylił metalową głowę i włączył analizę sygnału. Jego palce migały na klawiaturze coraz szybciej, aż wreszcie na monitorze pojawiły się świecące znaki:
"PRZYJDŹCIE... POTRZEBUJEMY POMOCY... NIE JESTEŚMY SAMI..."
W pomieszczeniu zrobiło się tak cicho, że słychać było tylko buczenie lamp. Lena przesunęła palcem po mapie gwiazd, jakby Proxima Beta mogła nagle wyskoczyć z papieru. Kajtek już otwierał swój własnoręcznie zbudowany komputer, a Maks wyliczał trasę z takim skupieniem, jakby za chwilę mieli naprawdę wyruszyć.
Wtedy ekran odbiornika zamigotał raz jeszcze. Z głośnika dobiegł krótki, ostry dźwięk, zupełnie inny niż poprzednie trzaski. A zaraz potem coś zaszurało tuż przy drzwiach obserwatorium. Metaliczny odgłos był blisko. Za blisko.