Julka, Kuba i Lena znajdują w opuszczonej szkole mapę prowadzącą do ukrytych drzwi. Pod ziemią czeka coś, co zdaje się słyszeć ich myśli i woła po imieniu.
Julka siedziała na zimnych schodach opuszczonej szkoły i patrzyła, jak ostatnie światło dnia gaśnie za pasem ciemnych drzew. Budynek stał przed nimi jak pusta skorupa: wybite okna, odłażący tynk, drzwi z zardzewiałą klamką, której nikt od lat nie dotykał. Obok niej wiercił się Kuba, niski i rudy, z tym swoim spojrzeniem, które zwykle oznaczało kłopoty. Lena opierała się o poręcz, jakby całe to miejsce było dla niej zwykłym placem zabaw. To miały być tylko wakacje spędzone na włóczeniu się po okolicy. Wszystko zmieniło się w chwili, gdy w skrzypiącej szafie na końcu korytarza znaleźli czarną księgę.
Julka pochyliła się nad papierem. Rysunek był prosty, ale dziwnie dokładny: schody prowadzące w dół, podziemny korytarz i drzwi zamknięte czymś, co wyglądało jak pieczęć. Nad wszystkim widniał znak oka wpisanego w okrąg. Nie był narysowany. Wyglądał raczej, jakby ktoś go wyrył zbyt mocno, zbyt nerwowo.
Nikt nie odpowiedział. Julka poczuła, że w gardle robi jej się sucho. Miała wrażenie, że ktoś właśnie otworzył okno w środku jej pleców i wpuścił lodowaty przeciąg.
Kiedy zapadł zmrok, wrócili do szkoły tylnym wejściem. Chrzęst szkła pod butami brzmiał za głośno, więc szli prawie bez oddechu. Piwnica pachniała wilgocią, rdzą i starym kurzem. Na końcu pomieszczenia Lena dostrzegła luźną płytę w podłodze. Podważyła ją ostrożnie i odsłoniła wąski otwór. Z dołu uderzył chłód tak silny, że Julka aż cofnęła rękę.
Tunel był niski, nierówny i tak ciasny, że musieli iść na czworakach. Ściany ocierały im ramiona, a każdy ruch niósł się głuchym echem. Po kilkunastu metrach korytarz rozszerzył się nagle i stanęli przed drzwiami.
Były stare, ciężkie i pokryte cienką warstwą srebrnego pyłu. Nad framugą znów widniało oko. Tym razem wyglądało, jakby patrzyło prosto na nich. Lena wyciągnęła dłoń, ale zanim dotknęła klamki, wszyscy usłyszeli szept. Potem drugi. Trzeci.
Słowa mieszały się ze sobą, urywały i wracały z innej strony, jakby mówiło wiele głosów naraz.
Drzwi same drgnęły.
Za nimi przemknął wąski błysk niebieskiego światła, a po podłodze przebiegło lekkie drżenie. Kuba odsunął się o krok, Julka wstrzymała oddech, a Lena zamknęła palce na klamce.
W tej samej chwili z ciemności po drugiej stronie dobiegł cichy, wyraźny głos: