Tajemniczy klucz Teodora

Mały żółw Teodor znajduje na leśnej polanie złoty kluczyk. Razem z Melą i Filipem rusza szukać drzwi, do których mógłby pasować.

Na zielonej polanie, tuż przy starym dębie, mieszkał mały żółw Teodor. Lubił powoli obchodzić swoje ulubione miejsca, a jeszcze bardziej lubił zabawy z przyjaciółmi: wesołą myszką Melą i ciekawskim wróblem Filipem.

Pewnego ranka, kiedy słońce dopiero wspinało się nad trawy, Teodor zobaczył w trawie coś, co mignęło jak kropla światła. Zatrzymał się, przytknął łapki do ziemi i ostrożnie odgarnął źdźbła.

Pod nimi leżał malutki złoty klucz. Był ciepły od słońca i błyszczał tak mocno, jakby naprawdę chciał coś powiedzieć. Teodor aż wstrzymał oddech.

– Skąd on się tu wziął? – szepnęła Mela, zbliżając nos do klucza.
– Może czeka na jakieś sekretne drzwi – pisnął Filip i przekrzywił łepek.

Teodor ścisnął kluczyk w łapce. Przez chwilę wszyscy troje patrzyli na siebie bez słowa. Potem ruszyli w stronę najgęstszej części lasu, tam, gdzie korzenie wiły się jak szare węże, a liście szeleściły ciszej niż zwykle.

I właśnie wtedy, gdzieś spod starych pni, dobiegł ich cichy, dziwny dźwięk.