Zaklęcie pod pajęczym mostem

Antek, Lena i Filip znajdują w lesie most utkany z tęczy i pajęczyny. Po drugiej stronie czeka na nich srebrnowłosa dziewczynka i zagadka, od której może zależeć ich powrót.

Antek, Lena i Filip najchętniej znikaliby całymi dniami w lesie za domem babci. Każde wakacje zaczynali tam od nowa: od mokrych od rosy traw, od szumu sosen i od obietnicy, że tym razem znajdą coś, czego jeszcze nikt nie widział.

Tego ranka mgła wisiała nisko między drzewami i wygładzała wszystkie kontury, jakby las dopiero budził się do życia. Antek szedł przodem, kiedy nagle stanął jak wryty.

Nad wąskim strumieniem rozciągał się most. Nie z desek, nie z kamieni, nie z liny. Był utkany z cienkich, połyskujących nici, tak delikatnych, że aż bolały oczy od patrzenia. Mienił się zielenią, fioletem i srebrnym błyskiem, jakby ktoś splótł ze sobą pajęczynę i kawałek tęczy.

Lena podeszła bliżej, ostrożnie, jakby bała się, że most zniknie, jeśli oddycha za głośno.

Filip już klęczał przy brzegu strumienia i przyglądał się delikatnym nitkom.

Wyciągnął rękę i dotknął poręczy. Pajęcza nić drgnęła, po czym lekko się napięła, jakby rozpoznawała dotyk. Filip postawił stopę pierwszy. Most nie pękł. Przeciwnie - uniósł się pod nim miękko, prawie życzliwie, jakby zapraszał go dalej.

Ruszyli razem. Z każdym krokiem las zmieniał się coraz wyraźniej. Pnie drzew rosły wyżej, cienie stawały się głębsze, a liście nad ich głowami zaczęły migotać bladoniebieskim światłem. W powietrzu uniósł się dziwny zapach - słodki, ciepły, trochę jak wanilia i cynamon.

Gdy zeszli z mostu, usłyszeli cichy śmiech. Nie taki zwyczajny, lecz lekki i dźwięczny, jakby ktoś zadzwonił maleńkim srebrnym dzwoneczkiem.

Między ogromnymi paprociami stała dziewczynka. Była półprzezroczysta, z włosami białymi jak mleczna mgła i oczami ciemnymi, błyszczącymi jak kałuże po letnim deszczu. Nie wyglądała groźnie, ale Antek od razu poczuł, że w tej ciszy dzieje się coś ważnego.

Lena ścisnęła mocniej rękę Filipa.

Dziewczynka spojrzała na nich poważnie.

W tej samej chwili wokół paproci poruszyły się ciemne kształty. Coś zaszeleściło w listowiu. Nad ziemią zaczęły płynąć świetliste litery, jedna po drugiej, układając się w pierwszy znak tajemnicy.