Zaklęty Kompas

Trzynastoletnia Lena znajduje kompas, który nie wskazuje północy, lecz drogę do lasu ukrytego przed miastem. Im głębiej wchodzi, tym bardziej świat wokół niej przestaje być zwyczajny.

Mgła osiadała nisko nad miastem, gdy Lena zeskoczyła z roweru na skraju starego lasu. Zwykle wracała tędy skrótem, znając każdy zakręt ścieżki, każdy wystający korzeń i każdy głaz porośnięty mchem. Tego dnia coś jednak kazało jej zwolnić.

Tuż przy poboczu, w rozchylonych zaroślach, coś błysnęło krótko, jakby ktoś na moment uniósł lusterko. Lena odsunęła gałąź i zobaczyła stary, mosiężny kompas. Był cięższy, niż się spodziewała, chłodny i dziwnie czysty jak na przedmiot, który powinien dawno zniknąć pod ziemią. Igła drżała w środku tarczy, po czym gwałtownie odskoczyła w stronę lasu.

Lena zmarszczyła brwi. Spojrzała w głąb drzew, potem z powrotem na kompas. Na gładkim wieku pojawiły się cienkie znaki, których wcześniej tam nie było. Nie przypominały żadnego alfabetu, jaki znała, a jednak układały się w coś, co wyglądało na wskazówkę. Serce zabiło jej szybciej.

Powinna była wrócić do domu. Zamiast tego wsunęła kompas do dłoni i zrobiła krok między drzewa.

Las natychmiast ją połknął. Powietrze zrobiło się chłodniejsze, a światło przygasło, jakby ktoś zasunął nad niebem szarą zasłonę. Gałęzie szumiały za jej plecami, choć nie było wiatru. Lena szła ostrożnie, omijając splątane korzenie, aż kompas zaczął pulsować ciepłem. Wtedy zobaczyła polanę.

Na jej środku stał ogromny kamień z wyrytym tym samym symbolem, który przed chwilą pojawił się na tarczy. Lena jeszcze nie zdążyła podejść bliżej, gdy z krzaków wyszedł chłopak mniej więcej w jej wieku. Miał rozczochrane włosy, spojrzenie kogoś, kto już za dużo widział, i połyskującą pelerynę, która nie pasowała do żadnego zwyczajnego ubrania.

W dłoni trzymał laskę zakończoną kryształem.

Lena otworzyła usta, ale nim zdążyła odpowiedzieć, kamień rozjarzył się nagle niebieskim światłem. Ziemia zadrżała pod jej stopami, a z głębi lasu dobiegł niski, ciężki pomruk, jakby coś ogromnego właśnie się przebudziło i ruszyło w ich stronę.