Zamieszanie w Szkole Czarodziejskich Kapeluszy

Basia i Kuba uczą się w szkole, gdzie kapelusze mają własny temperament. Gdy znika kapelusz profesora Klapsa, zaczyna się bardzo dziwne poszukiwanie.

Szkoła Czarodziejskich Kapeluszy nie przypominała żadnej innej. Zamiast dzwonka rozlegało się potężne kichnięcie żółtej papugi dyrektora, a po nim cały budynek aż drżał w posadach. Dopiero wtedy uczniowie wiedzieli, że zaczyna się lekcja.

Najważniejsze były jednak kapelusze. Każdy dostawał swój własny, i to nie byle jaki. Jedne ziewały na lekcjach, inne obrażały się o najmniejsze słowo, a jeszcze inne wpadały na pomysły tak szalone, że nauczyciele musieli je zapisywać w specjalnym zeszycie z grubą gumką.

Basia uwielbiała swój zielony kapelusz w żółte grochy. Miał piórko, które podskakiwało ze śmiechu, kiedy ktoś opowiadał dobry żart. Kuba nosił wysoki niebieski cylinder. Ten z kolei lubił robić niespodzianki: rano był tak wielki, że Kuba widział tylko własne buty, a po chwili kurczył się do rozmiaru filiżanki i trzeba go było szukać po kieszeniach.

Tamtego poniedziałku lekcja matemagii zakończyła się prawdziwym zamieszaniem. Liczby wyskakiwały z zeszytów jak spłoszone wróble, a kreda sama rysowała na tablicy dziwne spirale. Gdy Basia i Kuba wybiegli na korytarz, zobaczyli, że coś jest nie tak. Kapelusze skakały z głowy na głowę, trzepotały rondami, śpiewały na całe gardło i turlały się po podłodze jak rozbawione piłki.

Profesor Klaps stał pośrodku tego chaosu z pustą głową i miną człowieka, któremu ktoś ukradł ostatni kawałek ciasta. Na dodatek nawet dyrektor Chochlik wyglądał na zmartwionego, co w tej szkole zdarzało się prawie nigdy.

Basia spojrzała na Kubę, Kuba na Basię. Oboje wiedzieli, że jeśli kapelusz profesora zniknął, to nie mogło to być zwykłe zgubienie. Bo ten kapelusz potrafił znikać, zmieniać kształt, a nawet chować się tam, gdzie nikt rozsądny nie zaglądał.

Wtedy zza drzwi starej szatni dobiegł ich dziwny chrobot. Nikt tam nie wchodził, bo wszyscy powtarzali, że mieszka tam duch bardzo obrażonej czapki. Basia zrobiła krok do przodu. Jej kapelusz zaszeleścił podekscytowany. Kuba ścisnął swój cylinder, który natychmiast urósł do rozmiaru wiadra.

Drzwi skrzypnęły.

Za nimi błysnęło coś jasnego, a potem oboje zobaczyli coś, czego zupełnie się nie spodziewali.