Szuflada, która zabierała emocje

Wiktor przeprowadza się do starego domu przy lesie i odkrywa szufladę, która pochłania jego uczucia. Z Milą zaczyna sprawdzać, co jeszcze potrafi.

Kiedy Wiktor wraz z rodziną wprowadził się do starego domu na skraju lasu, miał w brzuchu jednocześnie motyle i kamień. Wszystko było tu nowe: skrzypiące schody, długie korytarze, zapach drewna i cisza, która zdawała się czaić w każdym kącie. Dom należał kiedyś do cioci Ani, więc ona poruszała się po nim pewnie, a Wiktor miał wrażenie, że reszta pokoi obserwuje go z ukrycia.

Pierwszego dnia bawił się z młodszą siostrą Milą w chowanego. To właśnie wtedy zauważył w swoim pokoju dziwną komodę. Stała pod oknem, jakby ktoś ustawił ją tam bardzo dawno temu i zapomniał o niej na zawsze. Jedna szuflada była zamknięta tak mocno, że Wiktor ciągnął za uchwyt obiema rękami, klął pod nosem i próbował jeszcze raz, aż w końcu zrezygnował. Szuflada nawet nie drgnęła.

Wieczorem długo leżał bez snu. Coś go do niej ciągnęło, jakby w środku ukryto tajemnicę, której nie dało się zignorować. Gdy dom ucichł, Wiktor wrócił do komody i włożył palce pod uchwyt. Tym razem szuflada ustąpiła z miękkim zgrzytem. Z wnętrza wypłynął zimny powiew, a złość Wiktora na Milę, że zdradziła jego kryjówkę, nagle osłabła tak szybko, jakby ktoś zgasił ją jednym ruchem.

Nazajutrz opowiedział o wszystkim siostrze. Mila najpierw uniosła brwi, jakby chciała go wyśmiać, ale kiedy zobaczyła jego minę, przysiadła obok komody i sama spróbowała. Wrzucali do szuflady karteczki z emocjami: smutek, radość, strach. Za każdym razem, gdy ją zamykali, uczucie zapisane na papierze bledło, jakby znikało w ciemności między deskami. Tylko niepokój nie chciał zniknąć. Wracał, mocniejszy niż wcześniej, i wieczorem zaczął krążyć po pokoju razem z dziwnym szelestem.

Tej nocy Wiktor obudził się nagle. Z komody dobiegał szept. Najpierw cichy, potem coraz wyraźniejszy, jakby ktoś mówił tuż pod drewnianą ścianką. Mila siedziała już na łóżku, blada i nieruchoma, z szeroko otwartymi oczami. Oboje patrzyli na szufladę, która powoli, bardzo powoli, sama zaczęła się wysuwać.