Tosia i Michaś znajdują na strychu stary zegar, który nagle budzi się do życia i otwiera przed nimi drzwi do niezwykłej przeszłości.
Tosia i Michaś zawsze chętnie przyjeżdżali do babci Helenki. Jej dom pachniał ciastkami, herbatą i czymś jeszcze — czymś starym, tajemniczym, jakby każde pudełko mogło skrywać sekret.
Tego deszczowego popołudnia dzieci wspięły się na strych. Między skrzyniami i starymi kocami Tosia zauważyła wielki zegar z wahadłem. Stał w kącie, przysypany kurzem, jakby czekał właśnie na nich. Na drzwiczkach błyszczały dziwne znaki i małe, uśmiechnięte słońce.
— Michaś, patrz! — szepnęła Tosia.
Chłopiec podszedł bliżej, a Tosia nacisnęła złoty przycisk. Zegarek drgnął, potem zaklekotał głośno, aż wskazówki zaczęły wirować coraz szybciej. Zrobiło się jasno jak w środku tęczy. Podłoga zniknęła dzieciom spod nóg, strych zawirował i rozpłynął się w świetle.
Gdy znów mogły otworzyć oczy, stały na zielonej łące. Wysoką trawę poruszał ciepły wiatr, a tuż obok, zupełnie spokojnie, pasły się dinozaury. Najbliżej nich stał ogromny triceratops. Przekrzywił głowę i spojrzał prosto na Tosię i Michaśa, jakby właśnie na nich czekał...