Zegar Cieni

Gdy Lena i Igor znajdują na strychu stary zegar z ukrytym kluczem, jedno przekręcenie wystarcza, by ich dom zniknął, a oni trafili w miejsce, gdzie czas płynie inaczej.

Lena nie lubiła burzowych wieczorów. Kiedy wiatr uderzał w dom, szyby drżały tak mocno, jakby ktoś stukał od zewnątrz palcami zrobionymi z lodu. Tego dnia próbowała udawać, że nic jej to nie obchodzi. Siedziała z Igorem na dywanie i układała puzzle, ale co chwila zerkała w stronę sufitu.

Wtedy rozległo się przeciągłe skrzypienie.

Igor od razu uniósł głowę. Jego oczy zabłysły.

— Słyszałaś?

Lena skinęła głową. Skrzypienie powtórzyło się, tym razem wyżej, jakby ktoś ciężko przesunął coś po deskach strychu.

— To pewnie znowu stary dach — szepnęła.

— Albo coś się obudziło — odpowiedział Igor z takim entuzjazmem, że Lena miałaby ochotę przewrócić oczami, gdyby nie to, że sama poczuła nagły dreszcz.

Mimo wszystko wstała razem z nim. Nie chciała zostać sama w pokoju, kiedy ktoś lub coś czaiło się nad ich głowami. Po cichu weszli na piętro, minęli zamknięte drzwi sypialni rodziców i stanęli przed wąskimi, ciemnymi drzwiami strychu. Igor przekręcił klucz. Zawiasy jęknęły tak głośno, że Lena aż cofnęła się o krok.

Uderzył ich zapach kurzu, starego drewna i czegoś jeszcze, czego nie potrafiła nazwać. Czegoś chłodnego.

Na strychu panował półmrok. W świetle błyskawicy Lena zobaczyła wielki zegar stojący przy oknie. Był wyższy od niej, oblepiony pajęczynami i tak stary, jakby pamiętał czasy sprzed całego świata. Wahadło nie powinno się poruszać, a jednak poruszało się bardzo powoli, prawie nie do zauważenia.

Igor podszedł bliżej i odgarnął pajęczynę z drzwiczek.

— Jest tu klucz — wyszeptał.

W małym zamku tkwił srebrny kluczyk, lśniący jak kropla księżyca.

— Nie ruszaj tego — powiedziała Lena, ale jej brat już wyciągał rękę.

Przekręcił klucz.

Zegar zadrżał. Najpierw cicho, potem coraz mocniej. Wskazówki ruszyły, a potem zaczęły wirować tak szybko, że zlały się w jedną jasną smugę. Powietrze zgęstniało. Z wnętrza tarczy wydobył się niski szum, jakby ktoś otwierał ogromne drzwi po drugiej stronie świata.

Nad ich głowami rozbłysło niebieskawe światło. Deski pod stopami zatrzęsły się, a Lena chwyciła Igora za rękę.

— Lena! — krzyknął, lecz jego głos zabrzmiał daleko, jakby płynął przez wodę.

Potem strych zniknął.

Zamiast zakurzonego pokoju zobaczyli szeroką polanę zalaną dziwnym blaskiem. Trawa mieniła się wszystkimi kolorami, a na niebie wisiały trzy różowe księżyce. Z oddali dochodziły lekkie dzwoneczki, śmiech i szelest skrzydeł, choć nikt nie był widoczny.

Lena ścisnęła dłoń brata mocniej niż kiedykolwiek.

— Gdzie my jesteśmy? — wyszeptała.

Nie otrzymała odpowiedzi. Z wysokich, wielobarwnych krzewów wysunęło się smukłe stworzenie o srebrzystozielonym futrze i oczach połyskujących jak dwa szmaragdy. Zatrzymało się tuż przed nimi, a jego głos był cichy i melodyjny.

— Wybraliście ścieżkę Cieni. Zegar już was szuka.

W tej samej chwili gdzieś bardzo daleko rozległ się głęboki dźwięk dzwonu. Powietrze zafalowało. Polana zaczęła migotać, jakby ktoś chciał ją zgasić jednym ruchem ręki...