Ola, Julia i Maks wchodzą na zamknięte poddasze starego domu przy Wiatracznej i znajdują zegar, który nie pokazuje godzin, tylko daty. Gdy mechanizm rusza, zaczyna się skok w nieznane.
Szary dom przy ulicy Wiatracznej stał tam od zawsze. Zmieniały się witryny sklepów, znikały stare płoty, wyrastały nowe bloki, ale ten budynek trwał uparcie z rdzewiejącą furtką, zarośniętym ogrodem i poddaszem, do którego nikt od lat nie zaglądał.
Właśnie dlatego Ola, Julia i Maks wybrali go na swój tajny cel. Nikt nie powinien był mieć klucza do drzwi na strych, a jednak Julia wyciągnęła z kieszeni mały, ciemny kluczyk znaleziony w starej szkatułce prababci Oli.
Było późne popołudnie. Schody skrzypiały pod każdym krokiem, jakby dom próbował ich zatrzymać. Maks świecił latarką przed siebie, ale jej światło tylko wycinało z mroku wąskie, drżące paski. Ola czuła, jak serce tłucze jej się w piersi tak mocno, że aż bolało. Gdy klucz wszedł do zamka, wszyscy zamarli.
Drzwi otworzyły się z cichym jękiem.
W środku uderzył ich zapach kurzu, starego drewna i czegoś jeszcze, chłodnego i metalicznego. Poddasze było większe, niż się spodziewali. Skośny sufit ginął w cieniu, a pod nim stały porzucone kufry, zwinięte płótna i obrazy przykryte płachtami. Pośrodku pomieszczenia stał zegar tak wysoki, że prawie dotykał belek stropowych.
Nie był stary w zwykły sposób. Nie miał pożółkłej tarczy ani wyblakłych cyfr. Jego powierzchnia lśniła słabo, jak nocne niebo tuż przed burzą. Zamiast godzin widniały na niej daty.
Julia przysunęła się pierwsza.
– To nie może być prawdziwe – szepnęła. – Spójrzcie. Tu jest 1944… a tu 2050.
Maks przełknął ślinę i podniósł latarkę wyżej.
– Kto normalny robi zegar z datami?
Ola nie odpowiedziała. Coś w tym mechanizmie przyciągało ją bardziej, niż powinna pozwolić. Na samym środku tarczy drżała cienka wskazówka, choć zegar wcześniej był zupełnie nieruchomy. Ola wyciągnęła rękę i dotknęła zimnego wahadła.
W tej samej chwili ciszę rozdarło głośne tykanie.
Wskazówki skoczyły, jakby ktoś pchnął je z całą siłą, i zatrzymały się na dacie: 12 lipca 1982 roku. Świat wokół zadrżał. Ściany zafalowały, światło latarki Maksa rozbiło się na setki smug, a podłoga na moment wydała się zbyt miękka, jakby pod ich stopami nie było już drewna, tylko woda.
Ola chciała cofnąć rękę, ale było za późno. Powietrze zgęstniało, pociągnęło ich w dół i wszystko zawirowało.
Kiedy otworzyli oczy, poddasze wciąż istniało, ale już nie było to samo.
Za brudnym oknem zamiast znanego placu stały stare samochody, których nikt dziś nie widywał, a na chodniku przechodzili ludzie w ubraniach tak dziwnych, że Ola przez moment pomyślała, iż musiała trafić na plan filmu. Z dołu dochodziły przytłumione głosy, stukot kroków i czyjeś nerwowe nawoływanie. Zegar przed nimi znowu zamigotał, a jego wskazówka drgnęła, jakby szukała następnej daty.
Ola wstrzymała oddech.
Ktoś właśnie wszedł na schody.