Zegar Felka i zaginiony wiek

Felek znajduje w piwnicy stary zegar, który razem z Amelką przenosi go w nieznany czas. Gdy wokół pojawiają się dziwne postacie, ktoś ogłasza początek próby.

Felek był przekonany, że to popołudnie zapisze się jako najnudniejsze w całym tygodniu. Za oknem lało jak z wiadra, rodzice zabronili mu komputera, a w domu nie działo się absolutnie nic. Chodził z kąta w kąt, aż w końcu zszedł do piwnicy, która pachniała kurzem, starym drewnem i czymś jeszcze, czego nie dało się nazwać.

Między kartonami i zakrytymi płachtami meblami stała półka pełna słoików, sznurków i przedmiotów, które dawno straciły sens. I właśnie tam Felek zobaczył zegar.

Nie był podobny do żadnego budzika ani starego zegara z babcinego salonu. Miał mosiężną obudowę, kilka małych przycisków i tarczę bez cyfr. Zamiast nich krążyły po niej dziwne znaki, jakby ktoś wyrył je ręką, która znała sekret czasu.

– Co ty tu robisz? – szepnął Felek.

Podniósł zegar i aż syknął z zaskoczenia, bo był cięższy, niż wyglądał. Odwrócił go do góry dnem. Na spodzie widniał napis:

„Ty, który panować chcesz nad czasem, nie lękaj się dróg ukrytych.”

– Felek? – rozległ się głos od schodów.

Amelka, jego przyjaciółka, właśnie schodziła do piwnicy z latarką w dłoni. Była o rok starsza i zawsze miała w oczach ten błysk, który pojawiał się, kiedy coś miało się wydarzyć.

– Zobacz, co znalazłem.

Amelka zmrużyła oczy, obejrzała zegar i zagwizdała cicho.

– To nie jest zwykła staroć. To wygląda jak maszyna.

Jej palec zawisł nad największym przyciskiem.

– Nie naciskaj tego – powiedział Felek, ale już było za późno.

Przycisk zapadł się miękko pod dotykiem Amelki. W tej samej chwili wskazówki zegara szarpnęły się i zaczęły wirować coraz szybciej. Tarcza zamieniła się w srebrną smugę, a z wnętrza urządzenia dobiegł szept, tak cichy, jakby mówił ktoś bardzo daleko pod ziemią.

Powietrze zgęstniało. Przeszedł je chłód, choć w piwnicy było duszno. Felek chciał odskoczyć, lecz podłoga zniknęła mu spod nóg.

Spadali.

Wokół nich migały obrazy: ogromne sylwetki dinozaurów, rycerze z kopiami, pociągi buchające parą, wysokie wieże z błyszczącego metalu, miasta zawieszone nad chmurami. Wszystko wirowało szybciej i szybciej, aż nagle rozległ się huk.

Wylądowali na twardej ziemi.

Felek podniósł głowę pierwszy. Niebo miało lekko fioletowy kolor, a słońce wisiało niżej niż powinno, jakby ktoś przestawił nie tylko zegar, ale cały dzień. W oddali wznosiły się budynki o dziwnych kształtach, z wąskimi oknami i wieżyczkami, których nie dało się przypisać żadnej znanej epoce.

Obok nich leżał zegar.

I wtedy zaczęli się zbliżać ludzie. Jedni mieli na sobie ciężkie zbroje i długie płaszcze, inni obcisłe kombinezony połyskujące w słońcu. Zatrzymywali się wokół Felka i Amelki, patrząc na nich z takim zdumieniem, jakby spadli z samego nieba.

Po chwili zapadła cisza.

A potem odezwał się głos, niski i wyraźny:

– Witajcie, podróżnicy czasu. Wasza próba właśnie się rozpoczyna.