Zegar Hrabiego K.

Kacper i Lena trafiają na strych pałacu hrabiego K., gdzie stary zegar otwiera im drogę do innej epoki. Powrót może zależeć od jednej chwili, której nie wolno przegapić.

Strych pałacu hrabiego K. od dawna kusił Kacpra bardziej niż zakazany pokój albo zamknięta piwnica. Mówiono o nim różne rzeczy: że nocą ktoś tam chodzi, że przedmioty znikają bez śladu, że w ciemności słychać tykanie, choć pałac od lat stał pusty. Tego lata Kacper przyszedł tam z Leną, bo oboje mieli dość plotek. Chcieli sprawdzić, co jest prawdą, a co tylko straszyło dzieciaki z miasteczka.

Na górze uderzył ich ciężki zapach kurzu, starego drewna i wilgoci. Wąska wiązka światła wpadała przez pęknięte okno, przecinając mrok jak ostrze. Między kuframi, połamanymi ramami obrazów i stertami zakurzonych ksiąg stał zegar większy od szafy. Był rzeźbiony w ciemnym drewnie, z wysrebrzanym wahadłem, które wyglądało jak zamknięta w klatce kula. Zamiast cyfr miał na tarczy znaki podobne do run, a może do szyfru.

Kacper podszedł bliżej, czując na karku spojrzenie Leny.

Wahadło poruszyło się samo. Najpierw ledwie zauważalnie, potem mocniej, aż metaliczny błysk przemknął po całym pomieszczeniu. Powietrze zgęstniało, jakby ktoś nagle zamknął ich w szklanej kuli. Światło zbledło, po chwili nabrało lodowatego, niebieskawego odcienia. Zegar zaskrzypiał tak głośno, że oboje odruchowo cofnęli się o krok.

Tarcza zaczęła wirować. Jedna z rąk Kacpra drgnęła, gdy z wnętrza mechanizmu dobiegł niski, głuchy pomruk, zupełnie niepodobny do zwykłego tykania. Podłoga pod nimi lekko się przechyliła, a ściany wokół zaczęły falować, jakby pałac rozpływał się w gorącym powietrzu.

Następna chwila urwała się bez ostrzeżenia.

Kacper uderzył barkiem o zimny kamień. Lena zaklęła pod nosem i odsunęła się gwałtownie, rozglądając się z szeroko otwartymi oczami. Nie byli już na strychu. Stali w wysokiej komnacie o łukowatym suficie. Za wąskim oknem widać było miasto z wieżami, murami i dachami tak stromymi, jakby wyrosły z innego czasu. Na dziedzińcu krzątali się ludzie w długich płaszczach, niosąc skrzynie, rulony i wiadra.

Kacper nie zdążył nawet zapytać, gdzie są, gdy spojrzał na stojącego naprzeciw mężczyznę. Miał tę samą twarz co hrabia K. z portretu wiszącego w pałacu. Tyle że portret był martwy, a ten człowiek oddychał, obserwował ich chłodno i z wyraźnym napięciem.

Jego głos zabrzmiał znajomo, jak echo z głębokiej studni.

Lena pobladła. Kacper odwrócił się do niej, szukając czegokolwiek, co przypominałoby odpowiedź, ale wtedy drzwi komnaty otworzyły się z hukiem. Do środka wbiegła dziewczyna w czerni, z twarzą poszarzałą od pośpiechu.

Za jej plecami coś ciężko zadudniło. Raz. Drugi. Jakby ten sam zegar, który zostawili na strychu, właśnie odezwał się gdzieś bardzo blisko.