Tymon i Lena znajdują na strychu starego domu zegar, który odmierza czas w dziwny sposób. Gdy go uruchamiają, strych zaczyna zachowywać się coraz bardziej niepokojąco.
Strych w starym domu Tymka nie był miejscem, do którego wchodziło się bez powodu. Pachniał kurzem, starym drewnem i czymś jeszcze, czego nie dało się nazwać. Pod stopami skrzypiały deski, a w półmroku wysokie belki wyglądały jak żebra ogromnego zwierzęcia. Tymon lubił jednak właśnie takie miejsca. Zwłaszcza wtedy, gdy obok była Lena, jego młodsza siostra, która potrafiła znaleźć tajemnicę nawet w zwykłym kartonie po butach.
Tego popołudnia deszcz stukał w dach tak mocno, że aż trudno było rozmawiać. Rodzeństwo weszło na strych po cichu, z latarką w ręku, i zaczęło przekładać pudła ustawione pod ścianą. W jednym były pożółkłe gazety, w drugim pęknięte ramki, w trzecim zabawki bez rąk i nóg. Lena nagle zastygła. Podniosła głowę i wskazała na ciemny róg przy zasłoniętym oknie.
– Tymon... tam stoi szafa.
Rzeczywiście. W kącie, jakby ktoś specjalnie ją tam ukrył, stała wysoka, ciężka szafa z ciemnego drewna. Na jej drzwiach wisiał mały metalowy uchwyt, a klucz tkwił w zamku, choć deszcz i kurz dawno powinny były wszystko zjeść. Tymon pchnął skrzydło. Szafa otworzyła się z przeciągłym jękiem, który przetoczył się po strychu jak westchnienie.
Na środku stał zegar. Był stary, wysoki i tak zakurzony, że prawie zlewał się z tłem. Miał popękane szkło, wygięte wskazówki i tarczę z cyframi starte tak mocno, jakby ktoś przez lata dotykał jej palcem. Najdziwniejsze było jednak to, że wskazówki poruszały się nie tam, gdzie powinny. Zamiast iść naprzód, cofały się powoli, miarowo, uparcie.
– Popsuł się? – szepnęła Lena.
Tymon pochylił się bliżej. Zauważył, że klucz nadal tkwi w zamku. Bez namysłu przekręcił go o pół obrotu. W tej samej chwili w środku coś cicho kliknęło, potem zaskrzypiało, jakby zegar budził się po bardzo długim śnie. Tykanie przyspieszyło. Światło latarki drgnęło. Na ścianach przesunęły się cienie, choć w oknie nie było widać ani jednego liścia poruszonego wiatrem.
Lena odruchowo chwyciła brata za rękaw.
Wtedy ze środka szafy dobiegło ich głuche, powolne stukanie. Jedno. Drugie. Trzecie.
A potem drzwi szafy same zaczęły się otwierać.